czwartek, 23 sierpnia 2012

XXXII.

Dwa tygodnie dzielące Roberta od rozprawy z Susan, minęły w zastraszającym tempie. Pomimo tego, że Exton wyraźnie dał do zrozumienia, że nie chce wracać do matki, mężczyzna obawiał się kolejnej intrygi ze strony byłej żony. Ograniczał do minimum sytuacje, które mogłyby pokazać go w złym świetle, dlatego też z bólem serca zgodził się na plan „medialnego zeswatania” Toma i Agaty. Najważniejsze w tym momencie było udowodnienie, że jest wzorowym ojcem oraz porządnym człowiekiem o nieskalanej opinii, a jego dawne życie było już jedynie cieniem historii.
Maggie i Ben przez cały czas pracowali i udoskonalali mowę, którą blondyn miał wygłosić w sądzie. Nagranie z rozmowy z Extonem było ich wielkim asem w rękawie i Brytyjka szczerze wierzyła, że pozwoli ono wygrać im tę sprawę. Wiedziała, jak bardzo Robert kocha swojego synka i jak boli go cała ta sytuacja. Chciała, aby nareszcie był szczęśliwy u boku jej przyjaciółki, ale złośliwy los ciągle rzucał im kłody pod nogi. Tom i Jeremy stanowili dla całej czwórki wielkie wsparcie, zbierając coraz to nowe informacje na temat Susan i jej kochanka. Praca w charakterze szpiegów okazała się być dużo prostsza (i sprawiająca frajdę!) niż się spodziewali.
Jednak najbardziej zagubioną w tej całej sytuacji wydawała się być Agata. Patrzyła na smutek Roberta i niepokój Extona, a równocześnie nie mogła zbliżyć się do faceta, którego kochała. Paparazzi, a być może nawet szpiedzy Susan, mogli być wszędzie. Dlatego dzielnie odgrywała rolę polskiej ukochanej Toma Hiddlestona. Od wtłoczenia w życie planu, pokazywała się z nim publicznie niemal dzień w dzień, za każdym razem „przypadkowo” trafiając w najbardziej zatłoczone miejsca, gdzie ktoś mógł zrobić im zdjęcie. Publika połknęła przynętę i niemal od razu większość portali plotkarskich i tabloidów zaczęło zastanawiać się nad tym, kim jest nieznajoma, pojawiająca się u boku aktora. Rudowłosa źle znosiła wszystkie publiczne gesty czułości. Wiedziała, że robi to dla dobra Roberta, a Tom był przecudownym i sympatycznym mężczyzną, jednak za każdym razem, gdy natrafiała na zdjęcie, na którym ktoś przyłapał ich na pocałunku, z żalem zamykała laptopa. Zaprzyjaźniła się z Anglikiem, w końcu wspólna intryga potrafi zbliżyć do siebie ludzi. Ale z sympatii do niego nie była w stanie mu powiedzieć, jak bardzo męczy ją to udawanie, sztuczne uśmiechy, uściski, pocałunki. Z pomocą w takich momentach przychodził Agacie Jeremy. Przypominał jej, jak ważne jest to, co robią z Tomem i że już niebawem się od tego uwolni. Podpowiadał jak powinna się zachowywać, nauczył jej kilku aktorskich trików, pozwalających odegrać jej jak najlepiej powierzoną rolę. Renner okazał się dokładnie taki, jak Polka zawsze go sobie wyobrażała. Profesjonalista w każdym calu, ale równocześnie niezwykle ciepły i godny zaufania.
Cała grupa przyjaciół na dzień przed „godziną 0” w pełnej gotowości wypełniała powierzone sobie działania. To nie była zwykła rozprawa, to była wojna. Wojna o szczęście małego chłopca i jego ojca. Wojna, którą musieli wygrać.
            Ogromna sala sądowa, mnóstwo ławek, podwyższenie, gdzie zasiadał sędzia, krzesełka dla ławy przysięgłych, dwa długie stoły dla stron i mnóstwo ławek dla osób postronnych, dla obserwatorów. Maggie zamknęła oczy, wypuszczając ze świstem powietrze. Zazwyczaj, kiedy sprawa kończyła się w sądzie, dzień przed rozprawą, Brytyjka udawała się do Sądu, by dokładnie obejrzeć salę, w której zapadnie najwazniejsza decyzja. Ze stertą kartek, przeglądając je w pośpiechu, wyszła z budynku, kierując się, jak uważała, w kierunku najbliższego postoju taksówek, gdy nagle usłyszała, ze ktoś ją woła. Ze zdziwieniem, a nawet szokiem, patrzyła w kierunku wysokiego, dobrze zbudowanego mężczyzny z dwudniowym zarostem.
- Grizzly?! – wykrzyczała ze śmiechem.
- A miałem nadzieje, ze na powrót stanę się Chrisem – podniósł ze śmiechem Czarnooką Chris Wolstenholme
- Nigdy w życiu – zaśmiała się dziewczyna – pomarańczowe frissby śni mi się po nocach! Co Ty tu robisz? Nie jesteś w Anglii?
- To ja powinienem się spytać. Wychodziłaś z Sądu – przypomniał – Wszystko gra, czy się wpakowałaś w coś? – dodał z błyskiem w oczach.
- Spokojnie, wielkoludzie, w nic się nie wpakowałam, po prostu jutro mój współpracownik będzie tutaj zdawał relacje z przesłuchania z dzieckiem, i tyle – wzruszyła niedbale ramionami Brytyjka.
- To czekaj… To Ty asystujesz w sprawie Downey’a? – basista zrobił wielkie oczy.
- Taaak jakby, ale to Ben odwala główną robote.
- Cholera.. Nieprzyjemna sprawa.. Walka o dzieciaka… Ale! Pytałaś co tu robie! A masz chwilę? Kawy z wielkim Miśkiem się chyba napijesz, co? – uszczypnął dziewczynę i oferując swoje ramie, zaprowadził do pobliskiej, przytulnej kawiarenki. Będąc już na miejscu z ogromnymi kubkami parującego napoju, przyjaciele wrócili wspomnieniami do najśmieszniejszych wspólnych przejść z tras koncertowych Muse. Mężczyzna co rusz nawiązywał do nowego związku Czarnookiej, o którym dowiedział się z gazet, lecz Maggie udzielała bardzo wymijających odpowiedzi, wiec po którymś razie, Chris dał za wygraną – A teraz sprawa naszego pobytu tutaj – spoważniał – Mamy tak wielkie szczęście, ze poproszono Nas, byśmy skomponowali muzykę do nowego hitu z Hollywood, z tego co pamiętam gra tam Twój Pan Law – rzekł z lekkim uśmieszkiem, a Szatynka o mało nie zakrztusiła się kawą.
- Gracie piosenke do filmu Jude’a i Roberta?
- Żeby tylko! Matt komponuje CAŁĄ muzykę! A my z… - urwał.
- Spokojnie, Chris, możesz dokończyć: My z Domem…
- No właśnie, a my z Domem tylko gramy, takie tam.. malutkie robaczki otoczone geniuszem Matta – sapnął, kręcąc głową.
- Coś nie tak? – zmiana nastroju Anglika była na tyle wyraźna, zęto pytanie, po prostu samo pojawiło sięna ustach dziewczyny.
- No bo.. Skoro tak jesteśmy przy naszym słodkim i uroczym panterko-gościu, to…
- To..? – zaniepokoiła się dziewczyna.
- No wiesz.. on źle to znosi wszystko… Wiesz.. Rozstanie z Tobą.. i cały ten Twój związek – zaczął nieśmiało, nie patrząc na przyjaciółkę. Może i szkoda, bo zauważyłby wtedy, jaka zmiana zaszła na jej twarzy, ale przede wszystkim w jej oczach, które stały się momentalnie zimne jak lód.
- Naprawdę chcesz powiedzieć to, co chcesz powiedzieć? – prawie warknęła na bruneta, który zdziwiony tonem głosu Brytyjki spojrzał na nią.
- Niby co? – spytał oszołomiony widokiem zimnych i martwych, czarnych oczu, oraz kamiennym wyrazem twarzy. Nigdy wcześniej nie widział podobnego zachowania u Maggie.
- Że mam się z nim spotkac, a najlepiej będzie, jak rzucę Jude’a w cholerę i wróce do Dominica, bo wtedy zapanuje ład i porządek, tak? To chciałeś powiedzieć? – warknęła, patrząc na basistę z potępieniem.
- Mmmmniej więcej – jęknął – No ale spokojnie, nie wściekaj się, ja tylko….
- Wyjaśnijmy sobie. Dom mnie rzucił. Znaczy.. Zdradził i rzucił. Kiedy okazało się, ze lalunia, dla której mnie zostawił chciała tylko kasy, z podkulonym ogonkiem chciał wrócić. I ja mam mu to wybaczyć? – spytała – Masz mnie za tak naiwną, czy za tak głupią?
- Maggie, Skarbie, wcale nie mam Cię, ani za naiwną, ani za głupią, chodziło mi bardziej o to, żebyś pogadała z Nim jak psycholog z pacjentem, on naprawdę się kiepsko trzyma. Praktycznie nie zostało nic z tego faceta, którego obydwoje znaliśmy…
- Misiek, ale mnie nie wolno! Jeśli mam już mieć pacjenta, to nie mogą mnie z nim łączyć żadne związki, nic! Etyka! To raz.. A dwa.. przestanę być obiektywna… - mruknęła, siląc się na spokojny ton. Mężczyzna odetchnął ze smutkiem.
- Przepraszam, ze wróciłem do tego – szepnął, wpatrując się w swoje dłonie.
- Co było a nie jest.. jak to mówią – zaśmiała się dziewczyna, uzmysławiając sobie, ze nagła złość, jak nagle przyszła, tak nagle ja opuściła – a co u Ciebie? Trzymasz się? Co u Kelly i dzieciaków?
- Dajemy radę i nie. Nie piję, jeśli o to pytasz, dumny z tego jestem, ze to już… siedem lat! – uśmiechnął się szczerze do Maggie – Pamiętasz co to było jak mnie poznałaś?
- Nooo ciekawie nie było. Ale jest ok., i to jest najważniejsze. A reasumując… Chris nie spotkam się z Domem… Nie mogłabym… Zrobił dużo złego a ja nie chcę do tego wracać – rzekła już spokojnym tonem z leciutkim uśmiechem. I w ten sposób, przyjaciele zakończyli temat nieprzyjemny, płynnie przechodząc do tych spokojniejszych i bardziej zabawnych. Kilka godzin minęło nie wiadomo kiedy, do momentu, w którym rozdzwonił się telefon Anglika.
- To Matt.. – mruknął, chowając telefon – zagroził,z e jak w ciągu godziny nie zjawie się w studiu, to zamknie mnie w kiblu na tydzień, karmiąc jedynie bananami… A przez tą jego miłość do nich, ja sam na widok banana mam odruch wymiotny, więc.. chyba muszę isć – z nieszczęśliwą miną, Brunet podniósł się z krzesełka. Uściskał mocno Maggie, po czym każde udało siew  swoją stronę. Szatynka idąc do domu Roberta czuła, że jest obserwowana, lecz zignorowała owo uczucie, przypisując je natrętnym „pisarskim hienom”, jak zwykł o nich mówić Tom. Skręcając w odpowiednią alejkę, stanęła prawie że oko w oko z…
- Dominic.. – szepnęła, czując że kończyny odmawiaja jej posłuszeństwa. Jedyne, co mogła to patrzyć na lekko speszonego blondyna, który powolnym krokiem zmierzał w jej kierunku.
- Cześć Maddie – przywitał się cicho, używając jej „przezwiska” jeszcze za czasu ich związku. Staneli naprzeciwko siebie bez słowa. W przypływie… czegoś… Może to była reakcja na smutny wzrok Blondyna, zarzuciła mu ręce na szyję i mocno przytuliła. „Wiem, ze mi nie wolno..” – myślała. Anglik przez sekundę stał wyprostowany, by później objąć mocno dziewczynę w pasie. Stali tak jakiś czas. Bez słowa. W końcu Maggie odsunęła się od perkusisty. W oczach miała łzy. Ze zdziwieniem zauważyła wzruszenie również u Howarda.
- Ja.. no…
- Ślicznie wyglądasz – szepnał, zakładając szatynce za ucho kosmyk włosów – odprowadzić Cię kawałek? – zaproponował.
- Jasne. – przytaknęła. Nie wiedzieć czemu, Czarnooka czuła, ze atmosfera jest nieco lżejsza, niż przed tym długim uściskiem – Co tam?.
- A jak Cie powiem, że Chrisa szukam, to co? – spytał zaczepnie, zerkając na dziewczynę, która cicho zachichotała.
- To Ci powiem, ze własnie się z nim widziałam, i po dosyć typowiym dla Matta telefonie, w którym mówił coś o bananach i zamknięciu w kiblu, posłusznie wrócił do studia – zaśmiała się czarnooka przystając na moment.
- A! To git! Mniej roboty dla mnie – wyszczerzył się blondyn – Maddie – zaczął – ja… Przepraszam Cię. Za wszystko…
- Dom.. Nie wracajmy już do tego.
- Nie. Ja chciałem przeprosić.. nie zrobiłem tego wcześniej, po prostu zachowałem się jak ostatni głąb i cham… Przepraszam. – spojrzał powaznie w czarne oczy dziewczyny, która uśmiechnęła się i pogłaskała go po twarzy.  Dom ujął jej dłoń, próbując zatrzymac ją dłużej na swojej twarzy, jeszcze przez chwilę rozkoszować się tym zapachem, tym ciepłem…
- Już dobrze, Dom, wybaczone – rzekła z uwagą patrząc na przymknięte powieki mężczyzny – A teraz na poważnie.. Wszystko wporządku? Chris mówił…
- Wiem, co Ci powiedział.. ze przeżywam, ze jest cieżko.. No bo jest, nie będę Cię kłamać, choć raz – rzekł, na co szatynka uniosła brew – Przez te kilka lat, nie okłamałaś mnie ani razu… - szepnał, patrząc na swoje buty.
- No chyba, ze chodziło o czekolade, pączki, czy mleko waniliowe, wtedy to tak – zaśmiała się Maggie, rozładowując nieco atmosferę – Dom.. Jeśli jest coś, co mogę zrobić…
- Nie! – przerwał stanowczo Howard – Najwyraźniej popełniłem największy błąd życia, zostawiając Cię, i teraz musze to odpokutowac .. Ale poradze sobie z tym, tylko…
- Tylko?
- Nie zrywaj ze mną kontaktu, proszę.. Tego nie przetrzymam…
- Załatwione – uśmiechnęła się Czarnooka, na powrót wtulając się w blondyna – spotkania raz na tydzień, no dooobra – dodała, widząc minę mężczyzny – 4 razy w tygodniu na kawie?
- Zgoda – wyszczerzył się Dom, po czym ucałował Szatynkę w policzek.
- No to tu! – spojrzała zdziwiona na otoczenie, zdając sobie sprawę, ze są na miejscu. Zauważyła również, ze tuż przy drzwiach willi Roberta z nieciekawą miną stoi Jude. – Ide, Do usłyszenia. Pozdrów Matta i powiedz, żeby nie katował Chrisa dietą z bananów – mrugnęła wesoło i pobiegła do swojego ukochanego, chcąc go przytulić, lecz Law w ostatniej chwili odwrócił się i bez słowa, za to z kamiennym wyrazem twarzy wszedł do środka. Maggie weszła tuż za nim, łapiąc go za łokieć.
- Co Ci?
- A jak myślisz? – warknął niebieskooki, wyszarpując rękę – co u Twojego Byłego? Już chce wrócić? – szepnął nieprzyjemnym tonem.
- Jude, to…
- Nieważne. Rób co chcesz – odrzekł nieprzyjemnie, wchodząc dalej do salonu i witając się z Robertem, ledwo widocznym skinieniem głowy.
Szatynka przez chwilę stała w przedpokoju, walcząc z nagłą falą łez, gdy właśnie w takim stanie znalazła ją Agata.
- Słodki Boże! - wetchnęła Agata, podchodząc do przyjaciółki i podając jej chusteczki - A wy znowu co?
- No bo… - wychlipała szatynka – Widziałam sięprzed momentem z Dominickiem. I to nie tak, jak pewnie myślisz – dodała, ocierając oczy – Wpadliśmy na siebie. Porozmawialiśmy.. Odprowadził mnie tutaj  i przeprosił za to, ze tak mnie zranił…  Chciałam mu pokazać, ze jest ok., pogłaskałam go tylko po policzku i przytuliłam.. No i pocałował mnie – dodała cicho
- Osz w cholerę... - rudowłosa zrobiła wielkie oczy - No to niezbyt ciekawie. Jude jest o Ciebie zabójczo zazdrosny. Przypuszczam, że nawet o Toma, a co dopiero mówić o twoim byłym. Musisz mu to wytłumaczyć...
- Gdyby zechciał łaskawie mnie wysłuchac! – rzekła wściekle Szatynka, pozwalając kolejnym łzom płynąć – To był tylko buziak w policzek!  A co do Toma.. Widziałam… To jak Jude się zachowuje ostatnio… Agata, co ja takiego zrobiłam? Albo.. co ja źle robie? Nie wolno mi już rozmawiać z moimi przyjaciółmi?– jęknęła, osuwając się na ziemię. Standardowy objaw u Brytyjki. Zazwyczaj właśnie tak przyjmowała wszelkie porażki, ale odtrącenie przez Jude’a, jakie nastąpiło chwilę wcześniej było ze sto razy gorsze.. Bardziej bolesne…
- No słuchaj... Nie odzywałaś się do Doma, wręcz miałaś największego focha na świecie. A teraz Jude nagle widzi was razem, uśmiechniętych i w ogóle... Może czuć się zbity z tropu. Ale spokojnie, pogadam z nim, albo naśle na niego Roberta. On jest upartym osłem, ale czasem da mi się coś wbić do łba. - mrugnęła - Poza tym byłby skończonym idiotą, gdyby nie dał ci tego wyjaśnić, heloooł.
- To nie jest takie łatwe.. przynajmniej nie w tym wypadku – pokręciła głową Brytjka – Gdybyś ty widziała, jak on na mnie teraz spojrzał.. ile w tym wzroku było…  - urwała, próbując odnaleźć odpowiednie słowo – jakby chciał mnie spoliczkować za to,z ę rozmawiałam z Domem. Ale Słońce… byłam z Muse jakieś 9 lat i również przez 9 lat byłam w związku z Domem.. Nie łatow, a raczej to niemożliwe, żeby zapomnieć o takim czasie i osobie, która była Twoja pierwsza miłoscią! – jeknęła, unosząc ręce – Może po roku, ok., zapomniałabym, ale Dom oprócz tego, zbył moim facetem, był też przyjacielem…
- Dlatego musisz mu to wyjaśnić! Poza tym Jude to madry facet, narwany jak diabli, ale mądry. I też swoje w życiu przeszedł. To, że nie wspomina najlepiej swoich poprzednich związków, nie znaczy, ze ty masz mordować wzrokiem swojego ex!
- Jemu to powiedz! Ja to wiem! Z tym, że ten mój najmilejszy teraz nie chce ze mna rozmawiać.. – jeknęła, wstając z podłogi i ocierając łzy – Najwyżej wynajmę inny pokój w hotelu – wzruszyła ramionami, spoglądając na przyjaciółkę, jednocześnie prosząc o pomoc…
- Spokojnie, niech on teraz ochłonie. A potem naślę na niego Roberta i Jeremy'ego. Renner potrafi wzbudzić w innych wyrzuty sumienia, damy radę. - Agata podeszła do Maggie i przytuliła ją - A jeśli to nie pomoże to będzie miał do czynienia ze mną. I uwierz mi, nie wyjdzie z tego cało.
- Dzięki za wszystko – szepnęła Czarnooka - liczę na Ciebie.

Brytyjczyk, nie patrząc na otoczenie, prawie, ze rzucił się na skórzaną sofę w gabinecie Amerykanina. Musiał się uspokoić. „W zasadzie nie powinienem się tak wściekać” – myślał – „ale ten blond szkielet, który przytulał MOJĄ maggie… Powinien zaznać największego cierpienia..”. Zamknął oczy, oddychając głęboko. Dlaczego stał się taki zazdrosny? Szlag to trafiał, widząc jak ta mała osóbka działała na mężczyzn wokół siebie. Począwszy od Toma… Zajęty własnymi, dosyć ponurymi myślami, nie usłyszał, ze do gabinetu wchodzi jeszcze ktoś..
- Stary, a ciebie co ugryzło? Przemknąłeś przez mój salon niczym tornado. - skrzywił się Downey, zagadując przyjaciela.
- Póki Jesteś cały i zdrów.. Daj Ty mi spokój, co? Na Ciebie też mam warczeć?
- Ej ej ej! Nie zapominaj się, że jesteś w MOIM domu i jak na razie to chyba JA mam najgorsza sytuację z byłą żoną - suką. Więc może łaskawie wyjaśnisz powód swojego focha? Jesteś facetem, nie baw się w obrażoną księżniczkę!
- A Ty nie podnos mi ciśnienia, bardziej niż Maggie, co? Gdybyś widział ją w objęciach tego pożal się Boże perkusisty, jej byłego, też byś miał focha! – prawie krzyknął aktor, zrywając się z sofy – Kurwa! Jest ze mną, zapewnia mnie, jak to bardzo mnie kocha, jaka jest szczęśliwa, a tu co widzę? Że pozwala się tulić przez kogoś innego! Wyjaśnij, mi, bardzo Cię proszę… i sam powiedz.. nie wkurwiłoby Cię to? – warknął, czerwieniąc się.
- Wyobraź sobie mój drogi Watsonie, że od dwóch tygodni muszę patrzeć na love story z Agatą i Tomem w roli głównej. I ich "przytulanki" to akurat wersja light. - Robert zacisnął pięści z nerwów - Dałeś w ogóle Maggie to wyjaśnić? Nie zawsze rzeczy mają się tak, jak wyglądają. A skoro ją kochasz to chyba powinieneś jej ufać, hm?
- Jej ufam, do cholery! Ale jemu nie! – wrzasnął, kręcąc się po pokoju – W dodatku, Ty wiesz,z e ta farsa z Tomem to jest tylko udawane i ze po tym całym cyrku się skończy. Zresztą sam Tom… Jeśli jeszcze raz będzie siętak ślinił do Maggie to…
Krzyki Jude'a przerwało wejście Jeremy'ego do gabinetu.
- Jude, a ty znowu zaczynasz z tym Tomem? - mężczyzna przewrócił oczami - I co wy macie takie grobowe miny?
- No nasz drogi Pan Law ma własnie jeden ze swoich legendarnych ataków zazdrości i najchętniej przywdziałby zbroję i powyżynał wszystkich, którzy raczą zbliżyć się do jego niewiasty. - wyjaśnił złośliwie Robert - Ach, no i oczywiście owej niewiasty nie dopuścił nawet do słowa, bo ON WIE LEPIEJ!
- Boże...serio? - skrzywił się Renner.
- Nie, kurwa… na niby – warknął nieprzyjemnie niebieskooki, siadając na powrót – a Ty się nie mądrz! Sam mówiłeś, ze Ciebie obecna sytuacja też nie zadawala – odbił zwinnie piłeczkę – I może wyjaśnij mi… Co ona mi powie, czego nie wiem? Co, użyje starej jak świat frazy: „Oh, Jude, to nie jest tak jak myślisz” – rzekł, cieńszym niż własny głosem – nie, dziękuję…
- A jak to naprawdę NIE JEST TAK JAK MYŚLISZ, młotku? - Jerry podszedł do Jude'a i popukał go w czoło - Ty naprawde chcesz ją stracić przez własną głupotę?
- Czy tulenie się do swojego byłego, z wielkim uśmiechem na ustach, po czym danie sobie buziaka w policzek to nic? Jerry, zlituj się, choć ty! Kto wie, co Panna Gold robiła w czasie, gdy ja byłem tutaj… - jęknął zamykając oczy.
- Jude. Jesteś idiotą. Skończonym idiotą. Idiotą do kwadratu. - wymamrotał Renner - Proszę bardzo, niszcz swój swój związek. Bo oczywiście jesteś wzorem cnót wszelakich, nigdy nie zdradzałeś swojej żony, wiodłeś wzorowe i prawe życie. I przez swoją prawość nie dopuszczasz do siebie myśli, że Twoja kobieta cię kocha. I że jest dobrym człowiekiem, który nie żywi długo urazy do innych. Proszę cię bardzo! Ale nie licz potem na mnie, nie pomogę ci jak wszystko spierdolisz! - szarooki prychnął i wyszedł, trzaskając drzwiami.
Jude’a jakby wcisnęło w sofę. Momentalnie w jego głowie odezwały się głosy zwątpienia w rację swojego nagłego ataku złości. Co więcej, niechętnie zaczynał przyznawać Rennerowi rację.
- Ty też tak myślisz? – rzekł cicho, nie patrząc w stronę Amerykanina.
- No wiesz - zszokowany Downey podrapał się po głowie - Wzorem cnót wszelakich to ty nie byłes...
- Chodziło mi to o niszczeniu mojego związku…  Chociaż… po co pytam.. Widziałem przecież reakcję Maggie.. Odtrąciłem ją, wyrwałem się jej – wytłumaczył zdezorientowanemu przyjacielowi – nigdy wcześniej nie widziałem w jej oczach czegoś… takiego.
- No to... sam sobie odpowiedziałeś. Lepiej z nia porozmawiaj. - Robert poklepał przyjaciela po plecach.
- Jak będzie chciała.. No to ide – rzekł a tuż przy drzwiach odwrócił się jeszcze w stronę Downey’a – i dzieki – rzekł, po czym opuścił gabinet. Szukając Szatynki po całej willi przyjaciela, Jude natknął się na Toma i Agate – Nie widzieliście…
- Nie – uciął nieprzyjemnie Hiddleston
- Tom.. Masz sekundę? – spytał niebieskooki, z leciutkim uśmiechem. Drugi z Brytyjczyków skinął tylko głową, odchodząc kawałek od zaskoczonej Polki – Ja chciałem.. Wybacz, Stary, zachowałem się jak jakiś kretyn. Przepraszam, ze tak naskoczyłem wtedy na Ciebie.. Po prostu..
- Maggie to piękna kobieta, to fakt i każdy kto w to wątpi ma najpewniej problem ze wzrokiem.. Albo żonę – dodał z wesołym błyskiem w oczach – ale Jude, nigdy, proszę Cię, nie wątp w szczerość jej uczuć. Z tego co mówiła mi Agata, to ta dziewczyna nigdy wcześniej nie była z nikim tak pewna i bezpieczna. Zwłaszcza z tamtym kolesiem – machnął niedbale ręką – Odkręć to jak najszybciej – rzekł – Aha. No i jest ok., nie gniewam się.
- Żałuję teraz, ze w gabinecie był renner a nie ty… spokojem to i wojny można wygrywać – nieważne, innym razem Ci wyjaśnie – uśmiechnąl się, wymijając przyjaciela i wybiegając z willi. Oczywiście telefon Czarnookiej nie odpowiadał, law udał się zatem do hotelu Owena, licząc, ze tam zastanie ukochaną. Niestety, w apartamencie psychologa nie było Maggie, nie było jej również w Central Parku i jej ulubionej kawiarni. Zdenerwowany aktor wrócił do swojego apartamentu i momentalnie wrósł w ziemię, widząc drobną, skuloną pod drzwiami postać Maggie.
- Cześć – kucnął przy dziewczynie, próbując zaglądnąć w jej oczy, które zdradzały ślady, niedawnych łez.
- Chcę wejść, a Ty masz kartę – rzekła, zupełnie bez żadnego uczucia, niemalże mechanicznie – Otwórz mi, proszę.
Blondyn bez słowa zrobił, jak chciała. Brytyjka, już przy swojej półce, zaczeła wyciągać z niej swoje ubrania.
- Co robisz?
- A na co CI to wygląda?
- Wiesz, że nie pozwolę Ci stąd wyjść.. – Tego już było za wiele. Furia, jaka wstrząsnęła ciałem Maggie, dodała jej nieco odwagi i spojrzała w niebieskie tęczówki Law.
- Co Ty mi? Nie pozwolisz? A wiesz, jak daleko i jak głęboko ja mam Twoje pozwolenia? – warknęła – Nie pozwolę traktować siebie jak jakaś rzecz! Gdybyś, do cholery miał powód, żeby tak się zachować! To co teraz.. zamkniesz mnie w wielkiej klatce? A mogę chociaż rozmawiać z Nickiem? Czy też zabronisz mi, dopatrując się jakiegoś spisku, czy innej zdrady? Jude! Opamiętaj się! Jeśli w Twoim mniemaniu,jestem zdolna dopuścić do siebie faceta, który wyrządził mi, najprawdopodobniej największą krzywdę, to wcale mnie nie znasz! Spotkałam Dominica, porozmawialiśmy, a on mnie po prostu PRZEPROSIŁ!! – huknęła Szatynka, rzucając ze złością swoją walizką o ziemię, po czym bez słowa spakowała do niej swoje rzeczy. Jude odechnął głęboko, starając się nie wejść w drogę dziewczynie, czym doprowadziłby zapewne do jeszcze większej awantury. „To jednak dziwne – myślał – Łagodnieje przy niej, nie potrafie na nią ani krzyknąć, ani wejść w drogę..” Kilka minut później walizka dziewczyny była gotowa. Szarpiąc się z zamkiem, straciła równowagę i upadła, a nastenie się rozpłakała. Poczuła wtedy, jak Jude podnosi ją i sadza na łóżku, po czym przytula. Poddała się temu… Kiedy się już uspokoiła, a cała złość wypłynęła wraz ze łzami, spojrzała na blondyna.
- Przepraszam. Wiem, ze masz rację, Wszyscy macie – dodał – ale to jest chyba meski odruch bezwarunkowy. Zazdrość o swoją kobietę
- Nie chodziło mi..
- Wiem, Kochanie, wiem, że chodziło Ci o to, co zaszło w sieni u Roberta. O to, jak się zachowałem, jak Cię odtrąciłem. Wierz mi… Chyba w życiu nie było mi tak przykro i tak głupio, kiedy w końcu ktoś mi wykrzyczał moje błedy. Jakby mi się zapaliła mała żarówka. Przepraszam – zakończył, obejmując Brytyjke jeszcze mocniej.
- Co nie zmienia faktu, ze powinnam teraz wstać i zostawić Cię tu, żebyś przemyślał to wszystko.. Ale nie zrobię tego..
- Nie?
- Nie.. Bo słyszałam to wyrzucenie błędów, jakie zaserwował Ci Jerry, nie krył się z tonem głosu. Ale skoro byłeś nawet u Bena, znaczy zrozumiałeś – uśmiechnęła się lekko Czarnooka.
Reszte popołudnia Brytyjczycy spedzili w apartamencie aktora. Nie obyło się bez dosyć powaznej rozmowy, kilku zapewnień i załagodzień sprawy w postaci przeogromnej porcji lodów i czekolady specjalnie dla Maggie, która z lubością wchłonęła słodkości. Wczesnym wieczorem, para wybrała się na spacer. Już pogodzeni, wtuleni w siebie, jak zazwyczaj śmiali się, próbując za wszelką cenę zepchnąć temat rozprawy na jak najdalszy plan.
Wieczorem udali się oboje do Bena, z kilkoma kupionymi wcześniej smakołykami i szerokim uśmiechem Szatynki, by nieco podnieść na duchu Owena. Cała trójka omówiła jeszcze raz taktykę adwokata Roberta i z dobrymi przeczuciami, Brytyjczycy wrócili do siebie.. Sen jednak nie chciał nadejść..




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz