MAGGIE:
Poruszyła się niespokojnie. Dwóch mężczyzn, siedzących przy jej łóżku, obserwowało wychudzone ciało Maggie od kilku godzin. Nagie ramiona, doskonale widoczne kości obojczyka napawały ich obawą o zdrowie i życie dziewczyny. Kabelki z kroplówką, podłączoną do jej ręki również nie cieszyły oczu.
Szatynka zaraz po utracie przytomności, została przewieziona do szpitala. Lekarze jednogłośnie stwierdzili odwodnienie organizmu i poważną anemię.
- Wszystko przez to, ze jest taka uparta – powtarzał wciąż Brian. Blondyn bardzo przejął się stanem Maggie, całą tą sytuacją.
- Jude… - szepnęła z trudem. Chciała usłyszeć i zobaczyć tylko jego. Jakaś dziwna myśl zakorzeniła jej się w głowie, że jeśli tu będzie, wszystko się jakoś ułoży… Jakże wielkie było jej rozczarowanie, kiedy zamiast dobrze znanej chrypy, usłyszała bardzo niski, męski głos.
- Lepiej! – Zaśmiał się Harry, siedzący przy swojej koleżance po fachu od samego początku – to my!
- Ah.. Cześć chłopaki – przywitała mężczyzn cicho – Co was sprowadza? I czemu… CHRYSTE! GDZIE JA JESTEM? – spanikowana, otworzyła szeroko oczy, rozglądając się po białej Sali.. Następnie dotknęła swojego przedramienia, gdzie podłączona była kroplówka – Co się stało? – jęknęła ze łzami w oczach
- My Cię opieprzać nie będziemy, Nick już jedzie, ale zemdlałaś – wyjaśnił cierpliwie Brian, uśmiechając się ciepło do swojej szefowej.
- A my jesteśmy Tu, żeby powiadomić Cię o decyzji, która podjeliśmy – dodał Finnigan – Odsuwamy Cię.
- NIE! – Maggie przebudziła się na tyle, by w końcu dostrzec powagę sytuacji, a jakiej się znalazła – Nie róbcie mi tego! Przecież jestem na półmetku! Miałam pomagać, tak? No to pomgam! Nie odbierajcie mi tego! – błagała
- Ja rozumiem, że dla Ciebie szczęście innych jest ważne, ale na Boga, praca nie może stać się nagle ważniejsza niż twoje zdrowie! – ton głosu siwiejącego mężczyzny przeraził Maggie. „Zazwyczaj takim głosem oznajmia się sprawy, które sa już przesądzone” – myślała z żalem.
- Harry, powiedz mi… Widziałeś dokumentację z całego tygodnia> - spytała, wpadając nagle na pomysł – porównałeś wyniki moje i Briana? Nie? To ja Ci je przytoczę. W ciągu tego tygodnia, mnie udało się „załatwić” dwie rodziny, 4 osoby!
- Fakt. To imponujące – przyznał – Pomogłas im…
- I chcesz mnie odsunąć? Nie mówisz chyba tego poważnie! Mimo, że zrobiłam więcej niż Brian? Niż Ty? – mężczyzna spojrzał na bladą twarz dziewczyny zdziwiony – Tak. Wiem, że masz na swoim koncie 3 osoby. Widziałam też i Twoje wyniki.
- Przyznam, ze mnie zdziwiłaś… - mężczyzna urwał, zastanawiając się nad czymś – Nie myśl, że zawsze będzie tak, że coś powiesz i będzie po twojej myśli – Brian prychnął głośno, przerywając tym samym Harremu – No dobrze. Ale z 10 rodzin, schodzisz do 7 – ostrzegł.
Maggie uśmiechnęła się słabo. Mimo swojego zmęczenia nie chciała się poddawać, w momencie, w którym zaczęła dostrzegać jakieś efekty. Zamknęła powieki, oddychając głęboko.
- Jest coś jeszcze – dodał Brian – Ze względu na Twoje kiepskie wyniki, musisz być pod stałą obserwacją, więc możesz wyjść dopiero pod koniec przyszłego tygodnia – zakończył, patrząc niepewnie na twarz czarnookiej, przez która teraz przewijały się wszelkie możliwe emocje.
- No chyba nie!!! – krzyknęła. Adrenalina momentalnie wzrosła jej do niebezpiecznego poziomu – wychodzę dziś, najdalej jutro i jutro też zabieram się do pracy! – dla potwierdzenia tych słów, chciała wstać z łóżka..
-JEŻELI POŁOŻYSZ CHOĆ STOPĘ NA PODŁODZE, OBIECUJĘ CI I KLNĘ SIĘ, ZE CIĘ UDUSZĘ GOŁYMI RĘKAMI! – Do jej Sali wpadł Nick. Wyglądął strasznie. Zaczerwienione oczy „zapewne po całej nocy bez snu” – przeszło przez myśl Maggie - , włosy, sterczące na wszelkie strony i wyraz twarzy… przerażający. Oddający smutek, ale przede wszystkim wściekłość i chęć mordu. – Kładziesz się w tej chwili i nie odzywasz się, póki nie skończe – wycelował w Maggie drżący palec.
- Nick.. Co Ci jest? – dziewczyna zmarszczyła brwi, nigdy wcześniej nie widziała go w takim stanie.
- A jak myślisz? Nie wiem… czy jesteś na tyle stuknięta czy głupia, żeby doprowadzić się do takiego stanu – rudy wskazał na jeszcze drobniejsze ciało Brytyjki – Co Ty sobie wyobrażasz?! Że będziemy Cię niańczyć przez całe życie, podając Ci na srebrnej tacy to, na co będziesz mieć ochotę? Obudź się!
- Tak… zdecydowanie za takim Twoim wcieleniem tęskniłam najbardziej – Maggie uśmiechnęła się szatańsko – Nie każę nikomu siebie niańczyć. Jestem dorosła..
-TAK?? Nie rozśmieszaj mnie! Dorośli ludzie o siebie dbają, a nie doprowadzają siebie do skraju wytrzymałości!! Czy Ty wiesz, czym to mogło się skończyć dla Ciebie?? - wrzasnął, nachylając się nad Brytyjką.
- Odejdź ode mnie, proszę Cię jeszcze grzecznie…
- Gdzieś mam Twoje prośby! Kiedy ostatnio sprawdzałaś maila? – spytał, uspakajając się nagle. Maggie zamyśliła się… „Faktycznie.. kilka dni nie zawitałam na swojej poczcie..” – no właśnie.. Dochodzi do tego, ze wielki Robert Downey do mnie dzwoni po kilka razy dziennie – chudzielec odszedł od łóżka przyjaciółki, stanął na środku Sali, rozkładając ręce.
- Po co dzwonił? – Maggie była w szoku. Niby po co Robert dzwonił tu, do Londynu.
- A jak myślisz, geniuszu? Agata szaleje, nie wspominając o Twoim ukochanym. Nie dajesz znaku życia od kilku dni…
Stało się… Maggie Gold po raz pierwszy od… jakiegoś czasu nie wiedziała co odpowiedzieć.
- Nick…
- Proszę Cię, skończ. Ty sobie nie wyobrażasz nawet co przechodziłem przez ostatnie godziny. Rzucić wszystko i jechać tam, gdzie leży ta najbardziej bezmyślna z ludzkich istot.. To mnie zaczyna męczyć, Maggie – na powrót usiadł przy szatynce, wzdychając – A to ponoć Ty jesteś starsza – zaśmiał się gorzko.
- Przepraszam… - czarnooka dotknęła dłoni swojego brata – nie wiedziałam… ale pamiętasz, ze za każdym razem, kiedy zdarzają się takie sytuacje, nie patrzę na siebie, tylko na innych.. – zaczęła spokojnie.
- To trzeba było isć do zakonu i jechać na misję, tam takie poświęcenia sa codziennością…
- Ale nie zaznałabym smaku seksu! – Maggie uśmiechnęła się lekko, próbując rozładować napiętą sytuację. Udało się. Piegowaty chudzielec uśmiechnął się.
-Nie rób mi tak więcej, co? – szepnął, przytulając kobietę do siebie.
- No już będę grzeczna.
- I mówiłem serio. Zostajesz w szpitalu do końca przyszłego tygodnia! – rudzielec uniósł wysoko brwi, czekając na reakcję.
- Doskonale wiesz, z ę i tak wyjdę stąd jutro, wiec szkoda Twoich i moich nerwów – Maggie z politowaniem pokiwała głową, uśmiechając się lekko.
- No.. ale jakby co, to próbowałem.. – sapnął mężczyzna – a teraz masz! Dzwoń! Bo kolejnego telefonu w środku nocy ze stanów to już nie przeżyje!
- No już, już! – Maggie roześmiała się lekko, wybierając numer Roberta.
*
- Czołem? CO tam? Pozabijaliście się z Agatą, ze tak wydzwaniacie? – spytała siląc się na w miarę wyluzowany ton Maggie.
- O Matko… Ty żyjesz, czy jak?? Co się dzieje?? - Po reakcji, szatynka wywnioskowała, że mężczyzna dopiero się przebudził.
- Żyję i mam się dobrze. A u was jak? Jest gdzieś Agata obok?
- Agata z samego rana do Polski poleciała… Nie pisała Ci? – brunet, siedząc w swojej garderobie, wybudzony z krótkiej drzemki, czekając na rozpoczęcie się zdjęć zmarszczył brwi. Nie spodobał mu się głos przyjaciółki.
- Byłam ostatnio…
- Maggie. Szczerze.
- Zaniedbałam wszystkich. Ostrzegałam, że będę mieć kocioł, nie wierzyliście, oto efekty.
- Zadzwoń do Jude’a. Powiedz mu WSZYSTKO, bo ja coś czuję, ze przede mną ukrywasz co nieco, mam rację? – to było pytanie retoryczne, jednak czarnooka potwierdziła, tłumacząc gdzie jest i co się stało.
- Zadzwonie. Póki co miłego dnia życzę! – rozłączyła się.
„No to został mi nieco trudniejszy telefon” – myślała. Ręce zadrżały jej, wybierając numer Law. Odebrał po pierwszym sygnale.
- MAGGIE..!!
- Dobra, nie krzycz, wiem, ze zawaliłam, zostało mi to już uświadomione – Brytyjka z wyrzutem spojrzała, na szczerzącego się do niej Nicka – Przepraszam, ze się nie odzywałam…
- Najważniejsze, ze już jest dobrze, tak? – ulga w głosie brytyjczyka została zastąpiona przez lekkie zdenerwowanie – Tak?
- Nieeee bardzo… W szpitalu jestem… - Sekunda, dwie, trzy… doliczyła do dziesięciu. Cisza. Idealna cisza po drugiej stronie słuchawki – Jude? Kotku, jesteś tam?
- Nie wiem jak to zrobię, ale w środę będę w Londynie – usłyszała twarde postanowienie aktora. Nie zamierzała dyskutować. – To teraz mów, już siedzę. Co się dzieje, ale jeśli ominiesz, choć jeden szczegół, utłuke! – zagroził, siadając na krześle. Szok, po słowach ukochanej minał, zastąpił je strach o tą piękną, małą istotę. Wstępny plan „ucieczki” z planu już miał, więc mógł całkowicie skupić się na Maggie. Jakieś 20 minut później, szatynka, wyczerpana odetchnęła. Część ciężaru z jej serca zniknał.
- NO i przed chwilą Nick pod przymusem usadził mnie, dał w dłoń telefon i kazał dzwonić.
- Mam u niego dług – tylko tyle zdołał powiedzieć niebieskooki. Ilość złych informacji w jednym dniu przekroczyła górną granicę wytrzymałości psychicznej aktora. Nie chcąc jednak dac po sobie znac, ze jest przerażony ogólnym stanem dziewczyny, doskonale odegrał rolę opanowanego – Niech no przyjadę, już ja Cię podtuczę i rozpieszczę, zobaczysz – zaśmiał się – Kochanie?
- No?
- Proszę Cię…
- Skarbie, spokojnie – przerwała mu szatynka – jest dobrze, obudziłam się, jestem nieco osłabiona, i chuda, jak to określił Nick, ale to wciąż ja. A wyniki… jak wyniki.. poprawia się, zawsze się poprawiają.
- Jesteś niesamowita. Już chciałbym Cię utulić. Strasznie tęsknię. Kocham Cię. – wyszeptał, przymykając powieki.
- Kończe, kochanie. Trzymaj się i tak, odezwę się później – obiecała, po czym rozłączyła się.
- Zadowolony? – mruknęła do przyjaciela. Rozejrzała się po Sali. Briana i Harry’ego już dawno nie było w pomieszczeniu
- Tam leży laptop – Nick wskazał na małą szafkę nocną – Agacie też należą się wyjaśnienia.
Siedząc przed włączonym monitorem, szatynka próbowała ułożyć sobie w myślach to, co chciałaby napisać…
Cześć Kochana!
Nie owijając w bawełnę. Tak, zawaliłam. Tak, jest źle. Jestem w szpitalu. Straszą mnie tu transfuzją krwi, czy czymś.. mam do ciała podłączone jakieś plastikowe rureczki. Wszystko przez moja głupotę, wiem… Przepraszam..
Za bardzo się wczułam w to wszystko. Nie spałam, nie jadłam, prawie nie piłam. Żyłam z doby na dobę. No ale tak już mam. Kiedy się w coś zaangażuję, to całą sobą.
Wiem, ze dzwoniliście do Nicka? Robertowi już wszystko wyjaśniłam, Jude’owi też, w efekcie za dwa dni przyleci do Londynu.. Strasznie mi głupio przez to.. ze to ja go ściągnęłam.. Że będzie mieć przeze mnie kłopoty…
Co u Ciebie? Jesteś już w domu?? Wszystko gra? Jak z pracą i opisuj mi tu szybciutko Wasze pożegnanie z Robertem! ;)
Przepraszam Cię jeszcze raz za brak odzewu…
Love.
M.
Zamknęła laptopa i spojrzała na Nicka, który uśmiechał się szeroko
-Moja dzielna dziewczynka!- klasnal wesoło.- a teraz czas na niespodzianki!!- wskazał na drzwi. Do pomieszczenia weszli współpracownicy dziewczyny, a także Jamie, niosąc na rękach maleńka istotke.
- Czy to jest Mary?- szatynka próbowała podnieść się na poduszkach, jednak nie dała rady...
- Jak sie czujesz, Skarbie?- spytała z czułością świeżo upieczona mama
- Leci jakoś... Jude przyleci w środę!- na samą myśl na ustach fzarnookiej zagościł lekki uśmiech- a wtedy się wszystko ułoży.
Przyjaciele siedzieli u Maggie jeszcze godzinę, może dłużej. Po tym czasie do brytyjki przyszedł lekarz na ostatni w tym dniu wywiad. Kolejne pięć minut i powieki szatynki samoistnie się zamknęły, przenosząc dziewczynę w piękne miejsca, gdzie u jej boku znajdował się mężczyzna jej życia...
AGATA:
Poniedziałkowy poranek nadszedł dużo szybciej niż Agata mogła się spodziewać. Już od dziecka miała problem z zaśnięciem w noc poprzedzającą jakikolwiek wyjazd – tak było i tym razem. Dziewczyna usnęła wczesnym porankiem, a po dwóch godzinach obudził ją głos Roberta z „Details”, jej budzik. Z sercem na ramieniu usiadła na łóżku, wzięła głęboki wdech i rozejrzała się po pokoju.
- Będę tęsknić za tym domem, tym miastem, Robertem, Extonem… - powiedziała sama do siebie, ocierając łzę, która opłynęła po jej policzku – No, ale dosyć mazania się! Trzeba zjeść jakieś śniadanie. Mama zawsze powtarzała, że to najważniejszy posiłek w ciągu dnia.
Rudowłosa wyszła z pokoju z myślą o kawie i czymś słodkim. Jakże duże było jej zdziwienie kiedy na stole ujrzała dzbanek ze świeżo zaparzonym napojem, a także rogaliki, dżem i nutellę. O parapet w kuchni opierał się Robert.
- Tak myślałem, że wstaniesz o tej porze. – uśmiechnął się.
- Robert, nie trzeba było… - odpowiedziała – Przecież zrobiłabym sobie sama śniadanie, ogarnęła i obudziła cię przed moim wyjściem. Masz dzisiaj tyle pracy na planie, a tak wcześnie wstałeś.
- Wiem, ze nie musiałem. Ale chciałem. – argument mężczyzny był nie do przebicia – Zjemy śniadanie, napijemy się kawy, a potem zawiozę cię na lotnisko.
- Dziękuję. – Agata ucałowała bruneta w policzek i nalała sobie kawy. Między jednym a drugim łykiem westchnęła – Wiesz, martwię się o Maggie. Nadal cisza. Mam złe przeczucia.
- Na pewno się odezwie. – pocieszył przyjaciółkę Downey – Sama wiesz, jaki ma tam teraz młyn. Nawet do Nicka i Jude’a się nie odzywa.
- Zaraz, zaraz… - wymamrotała dziewczyna, zapychając usta rogalikiem – Że Jude to rozumiem, ale skąd wiesz o Nicku?
- Aaaach… - zawahał się Robert – Dzwoniłem do niego do Londynu. Nie mogłem patrzeć na to jak Ty i blondas to przeżywacie… No i w sumie mnie też to trochę niepokoi. Maggie jest pracoholiczką, każdy to widzi, ale brak czasu dla przyjaciół, dla faceta?
- No właśnie… - zasmuciła się Agata – Wiesz co? Kochany jesteś, że tak się martwisz.
- I będę się martwić cały dzień. – odpowiedział mężczyzna i napotkał pytające spojrzenie rudowłosej – No tak, nie patrz się tak na mnie. Przecież czeka cię dzisiaj wielogodzinna podróż, a ja nie będę spokojny, mówi nie dostanę od ciebie wiadomości, że wylądowałaś w Warszawie. No a teraz jedz, a ja pójdę zajrzeć do Extona.
Downey starał się ukryć swoje lekkie zawstydzenie. Zawsze był bardzo pewny siebie, a teraz, przy Polce przyłapywał się na tym, że uczucia zbyt często go zdradzają. Nie wiedział, czy to wina rozstania z Susan, czy nowego uczucia, które się w nim rodziło, ale na pewno stracił nieco swojego dawnego, twardego charakteru.
Droga na lotnisko upłynęła przyjaciołom w ciszy. Agata starała się zapamiętać jak najwięcej obrazków z NYC, chociaż wiedziała, że wróci tutaj najszybciej, jak się da. Robert z kolei zastanawiał się, jak sobie bez niej poradzi, z domem, z Extonem. Miał teraz bardzo dużo pracy i uwielbiał to, bo wtedy nie przychodziły mu do głowy żadne głupie pomysły. Po dotarciu na JFK dziewczyna szybko przeszła odprawę i odnalazła właściwy terminal.
- Nooo… to chyba czas na mnie. – uśmiechnęła się.
- Ale obiecaj, że wrócisz. – brunet posłał jej jedno z nie-masz-żadnego-wyjścia spojrzeń.
- No wrócę, przecież, że wrócę! – rudowłosa próbowała zrobić poważną minę – Jak tylko załatwię wszystko w Polsce. Mam nadzieję, że to nie potrwa za długo.
- I koniecznie odezwij się jak wylądujesz!
- Robert… - dziewczyna położyła rękę na ramieniu Downey’a – Wiem. Naprawdę, bądź spokojny. Napiszę do Ciebie, do Indio, do Jude’a, do Maggie, do wszystkich. Napiszę jeszcze na twitterze i facebooku, żebyś w 100% się upewnił, że jest okej!
- Aż taki nieznośny jestem? – zaśmiał się mężczyzna.
- Tylko troszkę. Jestem dużą dziewczynką i naprawdę nie musisz się tak martwić. Wiem, ze to, co się stało w Londynie wpłynęło na nas wszystkich, ale będzie dobrze.
Rozmowę przyjaciół przerwał komunikat z głośników. Agata musiała już ruszać na pokład samolotu.
- No… to do zobaczenia, nie? – uśmiechnęła się i przytuliła do bruneta.
- Do zobaczenia. – Robert przyciągnął rudowłosą do siebie i złożył pocałunek na jej włosach – Dbaj o siebie.
- Będę.
Polka odwróciła się, wręczyła stewardessie bilet i już po chwili zajmowała miejsce w samolocie. Czuła ścisk w gardle, nigdy nie lubiła pożegnań, a to należało do tych wyjątkowo trudnych. Kiedy maszyna ruszyła, spojrzała przez okno ostatni raz na lotnisko JFK, a w jej oczach zaszkliły się łzy. Downey także poczuł dziwne ukłucie w sercu, kiedy patrzył na oddalającą się rudowłosą. Z jednej strony nie „przetrawił” jeszcze rozwodu, a z drugiej ta dziewczyna w przeciągu kilku tygodni stała mu się bardzo bliska. Prosto z lotniska udał się na plan. Praca i czas spędzony z Judem pozwalały mu nie myśleć.
Ponad dziewięciogodzinna podróż minęła Agacie głównie na śnie i słuchaniu muzyki. Zmiana strefy czasowej zmęczyła dziewczynę, a gdy dotarła do Warszawy, była już noc. Stolica przywitała ją ciepłym, letnim wiatrem. Pełnia księżyca oświetlała Okęcie i otaczającą je dzielnicę Włochy. Rudowłosa wyjęła telefon i napisała do Roberta.
Właśnie wylądowałam, jestem cała i zdrowa. U nas jest już środek nocy, więc jadę do domu i idę spać. Miłego wieczoru chłopaki moje nowojorskie! Ucałuj Extona :*
Zamówiła taksówkę i już po chwili jechała do swojego mieszkania na Woli. Tęskniła za swoim miastem, mimo tego, że teraz wydawało się tak małe i ciche w porównaniu do Nowego Jorku. Mijała wszystkie tak dobrze sobie znane miejsca i poczuła nagle dziwną „obcość”.
- Czyżbym u Roberta poczuła się bardziej jak w domu niż u siebie? – pomyślała i poczuła wibracje telefonu w kieszeni.
Razem z Extonem bardzo mocno Cię całujemy! Odpoczywaj, należy Ci się :-)
R.
Po 20 minutach Agata dotarła do domu. Weszła do mieszkania i spojrzała na salon. Nic się w nim nie zmieniło, poza dość sporą warstwą kurzu i uschniętymi kwiatami w wazonie. Otworzyła okno, żeby wpuścić do środka trochę ciepłego, nocnego powietrza, po czym zadzwoniła do mamy i nagrała się jej na pocztę głosową, oznajmując, że jest już w Warszawie. Wzięła długi, gorący prysznic i usiadła z laptopem na łóżku. Nie mogła zakończyć dnia bez sprawdzenia poczty. Jakże miłym zaskoczeniem było ujrzenie w skrzynce wiadomości od Maggie. Rudowłosa zaniepokoiła się stanem zdrowia przyjaciółki, ale nie miała siły, żeby jej od razu odpisać. Odłożyła laptopa na stolik obok łóżka i w przeciągu pięciu minut zasnęła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz