MAGGIE:
- A mnie się wydawało, że chcesz wyjść dzisiaj? – usłyszała nad sobą głos.. ojca. Z przerażeniem otworzyła oczy. W Sali panowała ciemność. „Uff.. to ylko sen” – przeszło jej przez myśl – „Ale powiedzieć by im wypadało…”. Spojrzała na telefon, który pokazywał 4 nad ranem.
- Skoro nie zasne, to coś poczytam – wzięła laptopa przyjaciela do rąk i włączyła system. Przeczytała maila od rudowłosej i westchnęła cicho. Spodziewała się takiej reakcji otoczenia. „Każdy będzie teraz chciał ją zatrzymać. Ale przecież ona wpisała się w rodzinę Downey’ów! Robert otworzył się, przetrawił sytuację z Susan.. Oj.. Gdybym ja tam była w tej Twojej Polsce” – myślała.
Ty moje Słoneczko!
Strasznie żąłuję, że mnie tam obok nie ma, żeby Cię jakoś podtrzymać na duchu… Wyobrażam sobię, co teraz czujesz, serio! Wiem, ze zabrzmi to tanio.. ale wydaje mi się, ze spełnianie swoich marzeń to żaden grzech.. nic złego..
Z drugiej strony Twoja mama.. Agata, nie daj się zwariować! Wiem, ze Stany od Polski dzieli… tysiące kilometrów, ale jednak są inne metody na komunikowanie się. Siedzisz teraz u mamy, naucz ją korzystać z tych wszystkich „diabelskich urządzeń” – tak na komputer mówi do dziś moja mama;) Załącz jej Skype, czy inny komunikator, kup kamerkę, naucz porządnie obsługiwać. To naprawdę Wam ułatwi kontakt! I będziecie się widywać częściej:)
Miałam dziwny sen.. jakbym słyszała nad sobą ojca.. bzikuję?
Pozdrów, ucałuj i uściskaj ode mnie mame!! I zamawiam sobie porcję tego pysznego jabłecznika z posypką!! Tylko ona taki potrafi robić, no i nie pogardzę pierogami;)
Zdjęcie przesłodkie! I co.. masz jeszcze wątpliwości, co do tego, gdzie jest Twoje miejsce?;>
Kończe, może pomęczę jakieś komiksy w Internecie. Nie mogę zasnąć, więc…
Trzymaj się!!:*
M.
Dziewczyna wyłączyła pocztę i weszła na pierwszy, znaleziony portal, zawierający niezliczone ilości komiksowych opowieści tzw „dziwnej treści”, jednak mimo silnego postanowienia doczytania do końca swojego ulubionego… dwie godziny później zasnęła z laptopem na kolanach.
JUDE:
Godzina pobudki nadeszła szybciej, niż się spodziewał. Z mocno bijącym sercem, wstał, ubrał się, sprawdził swój hotelowy pokój i wsiadł do żółtej taksówki, znaku rozpoznawczego NYC i z szerokim uśmiechem na ustach ruszył na lotnisko.
-Jezu.. Serio?! To musi być dzisiaj? – jęknął Jude, widząc ogromną kolejkę ludzi, czekających, jak on do odprawy.
Uśmiechnął się do miłej, starszej kobiety, stojącej przed nim. Przypomniał mu się wieczór w Arizonie, kiedy to Agata dostała nagłego ataku alergii. Przypomniał sobie akcję Maggie. Widział jej zdecydowane ruchy, mające pomóc swojej przyjaciółce, słyszał jej opanowany głos. Z zamyślenia i rozmarzenia, blondyna wyrwał nagły telefon.
_ Iris? – spytał zaskoczony. Jego najmłodsza córka dzwoniła zazwyczaj w ważnych sprawach – co się dziaje
- Tatek! – usłyszał zdenerwowany głos dziewczyny – Czy ty ostatnio rozmawiałeś z Raffer’ym? – spytała
- Nie.. A czemu?
- Zachowuje się.. dziwnie. Ja rozumiem, ze jest ulubieńcem mamy, ale to, co wyprawia, przechodzi wszelkie granice! Wiesz, że się znów do nas wprowadził? – oburzenie w głosie panny Law było znaczące.
- Porozmawiam z nim jutro, osobiście. Czekam właśnie na lotnisku. Wracam na tydzień do Londynu – poinformował spokojnie.
- Z Maggie wszystko dobrze? – to pytanie nieco zaskoczyło niebieskookiego. Iris od zawsze była jego tzw:. „oczkiem w głowie”. Jude dużo wysiłków poświęcił temu, by wychować swoje dzieci na dobrych i porządnych ludzi a z cała pewnością mógł powiedzieć, ze w przypadku Iris mu się to udało. Najmłodsze dziecko, mimo, iż fizycznie tak bardzo podobna do matki, według Jude’a odziedziczyła to „coś” po nim. Dzięki czemu obydwoje zawsze mieli dobry kontakt. Dziewczyna miała to poczucie, ze nie zależnie od sytuacji, może liczyć na swojego ojca. I mimo, ze Iris miała dopiero 17 lat, swoją dojrzałością emocjonalną przewyższała swoich braci.
- Dobrze, skąd to pytanie?
- Tatek.. No.. bo ja bym chciała.. A zresztą wiesz, ze dla Ciebie chce jak najlepiej – przyznała – po prostu, patrząc na to, co robimój brat.. Mam jakieś złe przeczucia – dodała ciszej.
- To ja już zaczynam się bać. Twoje przeczucia zazwyczaj się sprawdzają – zbył śmiechem słowa córki, chcąc jakoś uspokoić małą Iris. Tak naprawdę czuł to samo… - Kochanie, kończę, odezwę się już z Londynu – obiecał.
- OK. Pozdrów Maggie, buziam Cię, Tatek! – krzyknęła wesoło 17-latka, po czym rozłączyła się.
Przyglądając się wyposażeniu lotniska, Jude nie spostrzegł, kiedy nadeszła jego kolej.
Na pokład samolotu wsiadł kilkanaście minut później. Będąc już w powietrzu, zamknął oczy, starając się nabrać sił i uspokoić. Na nic się to zdało. Wewnętrzne zdenerwowanie spowodowane tym, że już niedługo, za kilka godzin ją zobaczy, nakręcało cały organizm brytyjczyka. Jednak podczas takiej podróży czas może dłużyć się niemiłosiernie. W związku z tym, w akcie ostatecznej desperacji, wyjął scenariusz i studiując nowe sceny „wyłączył się” z otoczenia.
Tym czasem panorama za oknem nieustannie się zmieniała. Im niżej lecieli, tym było pogodniej. Jakby nawet aura nad Wyspami, cieszyła się, że w końcu dwie stęsknione dusze znów się połączą. Chociaż na chwilę. Blondyn z szeroko otwartymi oczyma wpatrywał się w widoki. „Jakieś cuda” – myślał z lekkim uśmiechem na ustach.
Kiedy do uszu aktora dotarła wiadomość, ze za kilka minut lądują, Jude pogratulował sobie w myślach pomysłu ze scenariuszem. Praca od zawsze go wciągała. I to przy niej tracił poczucie czasu, a tym razem wyszło to mu na korzyść.
Będąc już na ziemi, reszta spraw poszła aktorowi w mgnieniu oka. Zabrał swoje walizki i wsiadł do taksówki. Resztką silnej woli, zmusił siebie do tego, by pojechać do domu, odświeżyć się i DOPIERO jechać do szpitala. Do Maggie.
- Ależ ma Pan szczęście – usłyszał kierowcę – dzisiaj w tym naszym zwariowanym mieście nie ma korków! To jakieś cuda! – zaśmiał się mężczyzna
„Istotnie, mam szczęście” – odpowiedział w myślach niebieskooki, posyłając lekki uśmiech kierowcy, wyczekując na koniec trasy.
MAGGIE:
- Taki ładny dzień, a Pani go całego prześpi – młoda pielęgniarka sprawdzała ostatnie wyniki na karcie czarnookiej.
- A która to już? – wymruczała Maggie
- Dochodzi 14. Jeszcze 3 godziny i wyjdzie Pani na wolność
- W takim razie, proszę mnie wtedy obudzić – jęknęła Brytyjka na powrót zamykając powieki. Prawda była taka, że dziewczyna czuwała. Nasłuchiwała tak dobrze znanego odgłosu kroków.
Kiedy rzeczywiście sen zawładnął jej umysłem, przechyliła lekko głowę. Włosy opadły na jej już nieco zaróżowione policzki.
Obudziło ją… No właśnie… co? Zapach, szelest? Otworzyła powieki i spojrzała wprost w… błękitne oczy Jude’a. Mężczyzna z uśmiechem gładził jej policzki.
-Jesteś – szepnęła. Z kacika jej oczu wypłynęły pojedyncze łzy radości. Mężczyzna starł je, a potem pochylił, by pocałować szatynkę.
- Kocham Cię – odszepnął, wpatrując się w jej piękne oczy. Nie potrafił inaczej przywitać się z ukochaną. W tych dwóch słowach zawarł wszystkie, tak głęboko skrywane do tej pory uczucia.
Maggie roześmiała się. Już tak dawno tego nie robiła.. Widok Jude’a, siedzącego tuż obok, wpatrującego się w nią z taką czułością, co chwila całującego jej dłonie sprawiły, ze wszystkie troski Brytyjki zniknęły. Tak po prostu.
Godzinę później, para wyszła ze szpitala.
- A teraz mam propozycję nie do odrzucenia – zamruczał wprost do ucha dziewczyny, przyprawiając jej drobniutkie ciało o przyjemne dreszcze
- Noo słucham.
- Na cały mój pobyt wprowadź się do mnie, hm? – spytał z lekkim uśmiechem Jude. Widok zszokowanej twarzy dziewczyny go rozbawił. „Boże, jaka ona piękna, w każdym calu!”
- No dooobra, ale pod jednym warunkiem – zastrzegła, mrużąc oczy.
- Wiedziałem… Jakim?
- Śpię po prawej stronie łóżka – roześmiała się czarnooka.
- I będziesz jeść wszystko, co Ci zaserwuję. Bez jęczenia. To nie jest pytanie – dodał stanowczo. – A teraz jedziemy po kilka Twoich rzeczy i do mnie. Potem.. zrobię Ci taką kolację.. że pękniesz!
Podróż do mieszkania szatynki, para spędziła w milczeniu. Maggie wciąż wpatrywała się z aktora, niedowierzając własnym oczom. „Jest tu!”
Późnym popołudniem Brytyjczycy dotarli w końcu do domu aktora. Jude od razu poleciał do kuchni, przygotować posiłek dla siebie i szatynki, za to Maggie rozglądała się po wnętrzach. Różniły się stanowczo od standardów, do jakich przyzwyczaił ją Londyn. Dominowało tutaj jasne drewno. Podłogi i sufity w takich jasnych barwach, w połączeniu z zieleniami, żółciami, nawet fioletami i czerniami robiły piorunujące wrażenie. Wszystko było dopracowane w najmniejszym szczególe.
Maggie usiadła na miękkiej, bardzo wygodnej sofie w ogromnym salonie, w którym centralną część zajmował kominek.
- Ale tu pięknie – szepnęła do siebie, kręcąc z podziwem głową – jak w bajce.
- To jest nasza bajka – usłyszała nad sobą „swoją” chrypkę
- Podoba mi się to określenie. „Nasza”. Mogłabym się w sumie do tego przyzwyczaić. To nasze życie. Piękne! – klasnęła radośnie w dłonie. „Masz na to całe życie” – pomyślał Jude, stawiając przed dziewczyną talerz z potrwaką z kurczaka, ziemniakami i sałatką. Dziewczyna jeknęła nsam widok.
- Za jeczenie będzie kara – zastrzegł aktor – zobaczysz później!
Posiłek, uśmiechy, spojrzenia. Dużo uśmiechów. Mężczyzna odłożył puste już talerze do kuchni, czując jak szatynka przytula się do jego pleców. Bez słowa odwrócił się do dziewczyny i spojrzał głęboko w oczy. „Tyle milości ile ma ona, zdecydowanie nie miała ani w oczach, ani w sobie żadna moja partnerka” – stwierdził, obdarzając usta dziewczyny pierwszymi z milionów pocałunków, jakie tej nocy czekały ich usta i spragnione bliskości ciała.
AGATA:
Obudziła się na lekkim kacu, z bólem pleców od spania na kanapie. Nawet nie wiedziała, kiedy poprzedniego wieczoru zasnęła, a udało jej się tak przespać całą noc. Spojrzała na telefon, 9:30 i jedno nieodebrane połączenie, od Roberta.
- Cholera… aż tak mocno spałam? – wymruczała do siebie – Może coś się stało? Ale przecież nie oddzwonię, teraz w Nowym Jorku jest środek nocy.
Rudowłosa podreptała pod prysznic, letnia woda postawiła ją na nogi. Zjadła śniadanie, wypiła kawę, ubrała swój ulubiony t-shirt, szorty i sandały, no i pognała w stronę centrum. Południe zbliżało się coraz bardziej, a z nim, spotkanie z przyjaciółkami.
Gdy dojechała na miejsce, pod Mandalą czekała już Marta wraz z Agnieszką i Kamilą. Dziewczyny były zgraną paczką jeszcze od czasu liceum. Odkąd skończyły studia i każda z nich zaczęła żyć swoim życiem, widywały się tylko kilka razy w roku. Przywitaniom i uściskom nie było końca – jak to w babskim gronie. Przyjaciółki weszły do Mandali, zajęły swój ulubiony stolik i zamówiły sałatki i piwo.
- Nooo, to jak było w Stanach? – zapytała Marta.
- Chyba powinnaś zapytać JAK JEST w Stanach. – poprawiła dziewczynę Agata.
- Jak to? – zdziwiła się Agnieszka.
- Przyleciałam tylko na kilka dni i niedługo tam wracam. – spokojnie odparła szarooka. – Mam zamiar zostać w Nowym Jorku tak długo, jak tylko się da.
- Przecież odwołali ci camp, to na cholerę? – przyjaciółki nie kryły swojego zdumienia.
- Bo mam inną, dobrze płatną pracę. Opiekuję się cudownym pięcioletnim chłopcem. Poza tym heloooł, zawsze marzyłam o Stanach i spełniam swoje marzenie. – rudowłosej nie pasowały pretensje ze strony jej przyjaciółek.
- No dobrze, już dobrze, nie denerwuj się, tylko opowiadaj jak tam jest. – uspokoiła atmosferę Kamila.
Agata opowiedziała dziewczynom o NYC, o wszystkich miejscach, które zwiedziła, o odwiedzinach Maggie, wyjeździe do Arizony. Cały czas jednak pomijała to, u kogo pracuje. Właśnie wspominała o tym, jak uroczo wygląda Brooklyn nocą, gdy jej leżący na stoliku telefon zaczął dzwonić, a na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Roberta.
- Cześć Robert! – odebrała z uśmiechem – Coś się stało? Bo rano widziałam, że dzwoniłeś, ale nie oddzwaniałam, bo u was była jeszcze noc.
- Nie, nic. – odpowiedział mężczyzna – Po prostu ciekawi byliśmy z Extonem co tam u Ciebie. Wszystko w porządku?
- Tak, jak najlepiej. Pracę powoli załatwiłam, ale chyba zostanę tu jeszcze kilka dni. Poradzicie sobie beze mnie?
- No ależ oczywiście! Będziemy knuć niespodziankę na twój powrót – zaśmiał się Downey.
- A co u Extona? Jest gdzieś tam koło ciebie? – zapytała dziewczyna.
- Bawi się w ogrodzie, wolałem go nie wołać, bo by cię zagadał przez ten telefon, a przecież masz teraz swoje sprawy na głowie.
- Uściskaj go mocno ode mnie. – rudowłosa uśmiechnęła się do siebie. – No i Ciebie też moooocno ściskam, tęsknię za Wami.
- My za tobą też. – Robert odpowiedział z czułością w głosie – A teraz wracaj do swoich spraw i nie przejmuj się nami, dajemy radę. Trzymaj się!
- Wy też! – zakończyła rozmowę Agata i odłożyła z powrotem na stolik telefon, na którego tapecie widniało jej zdjęcie z Downey’em. Podniosła wzrok i spojrzała na przyjaciółki, które wpatrzyły się w nią wielkimi oczyma.
- Yyyy…co? – zapytała.
- Powiedz nam, że nam się przewidziało i przesłyszało. – zaczęła Marta – że Ty nie rozmawiałaś właśnie…
- z RDJ’em? – dokończyła szarooka – Tak, właśnie z nim rozmawiałam.
- Ale…ale…ale jak? – pisnęła Kamila.
- No bo właściwie, to ja wam zapomniałam powiedzieć, ze to u niego pracuję. – odparła z rozbrajająco szczerym uśmiechem ruda. – Tak jakoś wyszło.
- TAK JAKOŚ WYSZŁO?! – Marta aż podniosła się z miejsca – Poznałaś faceta, w którym podkochiwałaś się od liceum i mówisz, że tak jakoś wyszło?!
Agata była skazana na opowiedzenie wszystkiego przyjaciółkom. O ogłoszeniu, o Maggie i jej związku z Judem, wypadzie do Spa, opiece nad Extonem. O wszystkim. Poza tym, co nadal czuła do Roberta i co być może on zaczynał czuć.
- Łaaaał, American Dream! – Agnieszka westchnęła.
- Też tak to czasem żartobliwie sobie nazywam. – zaśmiała się rudowłosa – Poszczęściło mi się, opatrzność czuwała, czy coś takiego.
- Tylko Ty wiesz. – odparła pouczającym tonem Marta – W nic się nie wpakuj, nie daj się poderwać.
- Daj spokój. – zmieniła temat Agata i spojrzała na zegarek – O kurczę, już 15? Obiecałam mamie, że pojadę z nią na zakupy. Przepraszam dziewczynki, muszę lecieć.
Dziewczyna pożegnała się z przyjaciółkami i pojechała w stronę centrum. Zakupy z mamą były wymówką, byleby urwać temat „romansu z Robertem”. Nie chciała im mówić o tym, co czuła. Wiedziała, że starałyby się jej wybić bruneta z głowy – a bo gwiazdor, a bo mógłby być twoim ojcem, a bo rozwiedziony. Dobrze wiedziała, jakie pojawiłyby się argumenty. A miała przecież 27 lat i sama odpowiadała za siebie i swoje życie. Rozżalona wydała w sklepach masę pieniędzy na ciuchy, ale przynajmniej trochę jej ulżyło.
Po powrocie do domu od razu sprawdziła maila. Nie pomyliła się w swoich przeczuciach – czekała na nią wiadomość od Maggie. Przyjaciółka jak zwykle podniosła ją na duchu. Agata czasami miała wrażenie, że tylko Brytyjka tak naprawdę ja rozumie – i nie miał na to wpływu fakt, że była psychologiem. Nadal podenerwowana, od razu zabrała się za odpisywanie.
Maggie!
Mama to mały pikuś, dziś niemiłosiernie zdenerwowały mnie Marta, Aga i Kama. Spotkałyśmy się na piwku, opowiedziałam im o Stanach i pech chciał, ze właśnie wtedy zadzwonił Robert, a one dostrzegły jego zdjęcie na wyświetlaczu mojego fona. No i musiałam im wszystko opowiedzieć, a potem zaczęły się uwagi, żebym się w nic nie wpakowała i nie dała mu poderwać… Aaaaa, nie jestem małym dzieckiem! :-/ Uciekłam od nich, pod pretekstem zakupów z mamą.
I znowu za dużo myśli, dylematów, chyba się upiję… ;-)
A jak Ty się czujesz? Jude już przyleciał? Pisz, pisz, pisz!
LOOOOVE!
A.
- Właściwie z tym upiciem się to nie taki zły pomysł. – rudowłosa powiedziała sama do siebie i już chwilę później otwierała butelkę wina.
Ten wieczór był jej. Wyłączyła laptopa i telefon. Wybrała kilka ulubionych płyt i odpoczywała z winem i muzyką. Potrzebowała chwili odpoczynku od wszystkiego, co ostatnio działo się w jej życiu. Zasnęła dość wcześnie, mając nadzieję, że te wyrzuty sumienia wreszcie się skończą…
" [...] stwierdził, obdarzając usta dziewczyny pierwszymi z milionów pocałunków, jakie tej nocy czekały ich usta i spragnione bliskości ciała."
OdpowiedzUsuń- Zdecydowanie NAJPIĘKNIEJSZE I NAJLEPSZE zdanie z całej tej części. No normalnie... Nie wiem czemu, ale czytając dalej to i tak w głowie miałam to zdanie. I nadal mam i nie chce mi się wybyć... Jeeejku... O.o
A te wszystkie maile przypominają mi mejlowanie z Tobą, Sis :DD
<3