MAGGIE:
Szatynka otworzyła oczy i uśmiechnęła się, na widok nagich pleców Jude’a. Właśnie za takimi porankami tęskniła najbardziej, kiedy zaraz po przebudzeniu widziała go. Nie ważne było, czu patrzyła na tors, twarz, czy – jak dziś – plecy, najważniejszę, ze był tuż obok.
Te cztery dni, jakie minęły od przylotu Law ze Stanów, para spędziła głównie w domu aktora. Wspólne chwile jeszcze bardziej zbliżyły do siebie Brytyjczyków. Z każdą minutą, szatynka czuła, ze jest w odpowiednim dla siebie miejscu. Cmoknęła plecy ukochanego, i po cichu wymknęła się z łóżka. Poranna toaleta, włosy związane w kucyk, brak jakiegokolwiek makijażu. „Pięknie wyglądasz!” – zaśmiała się, patrząc na swoje odbicie w lustrze. Istotnie, czarna koszula Jude’a, która od kilku dni robiła za koszulę nocną Maggie nie robiła zbyt dobrego wrażenia.
Już z kubkiem kawy, zasiadła przed laptopem. Czekała na maila zwrotnego od Agaty. Wciąż cisza… „Czy to możliwe, że od 3 dni ma tyle obowiązków, że nie zagląda na pocztę?” – myślała. Dla pewności, przeczytała jeszcze raz swoją odpowiedź na wiadomość przyjaciółki. „Może ją czymś uraziłam?”
Kochanie!
Dziewczyny się albo o Ciebie martwią, albo Ci zazdroszczą. Jednak, jako,z e to Twoje przyjaciółki, druga możliwość odpada. Chcą dla Ciebie jak najlepiej i tyle;) to raz. A dwa.. to troche się nie mieści w głowie.. Nam – mnie i Tobie – nagle przypada zaszczyt poznania dwóch aktorów klasy „A”, w dodatku są oni nami bardzo zainteresowani (i nie jęcz mi, ze Robert Tobą nie jest!)
Tak! Przyleciał! I zabrał do siebie! Kobieto! Jaki ona ma dom! Coś pięknego! Zakochałam się z miejsca! I w dodatku… Powiedział mi dziś w nocy, że.. chce sie już zawsze budzić przy mnie;) Aż mnie zamurowało. Generalnie czuję się ok. Martwię się tylko o Ciebie.. Nie chcę, żeby coś Ci stanęło na drodze do spełnienia marzeń, przecież wiesz. A skoro mama chyba przyjęła Twoja decyzje. Wiec Twoje przyjaciółki też powinny;) Pamiętaj, ze jakby co, to masz u mnie wolny pokój (który pewnego dnia urządzę, obiecuję!)
Całuję Cię i czekam na dalszy rozwój wypadków:*
M.
- Nie.. jest ok. – szepnęła do siebie, wyłączając urządzenie. – może faktycznie ma tyle roboty. W końcu ja nie odzywałam się tydzień – próbowała przekonać samą siebie. Na samą myśl o pracy, czuła w środku nieprzyjemne uczucie. Wyrzuty sumienia. Szatynka podeszła do okna i wyjrzała na pustą, ulicę. Pogoda, jak to podczas wakacji płatała figle. Upały przeplatały się z ulewami. Oparła głowę o ścianę i zamknęla oczy. Dokładnie rok temu będąc u rodziców naszło ją małe podsumowanie kolejnego roku jej zycia. Mimo, że urodziny miała mieć pod koniec przyszłego tygodnia, wolała korzystać z każdej wolnej chwili, by przemyśleć kilka spraw. Po I co się zmieniło? Wszystko! Zakończyła poprzedni związek, poznała wspaniałego mężczyznę, który w końcu mógł jej zaoferować bezpieczeństwo i uczucie, zmieniła mieszkanie, ustawiła się finansowo, na najbliżeszy rok i umocniła swoją zawodową pozycję. Jednak mimo tylu pozytywów, czuła, że jeszcze COŚ się wydarzy. Coś złego. Z zadumy wyrwały dziewczynę mocne ramiona, oplatające jej brzuch.
- Ale mi było pusto bez Ciebie – wymruczał Jude, drapiąc czarnooką dwudniowym zarostem – dasz mi kawy? - spytał, oblizując wargi.
- Rączki masz? Masz, nóżki też? Też, a kuchnia jest tam – wskazała odpowiedni kierunek – idź sobie zrób!
- Ale jesteś! Choć łyczka – błagał aktor z tzw. „miną szczeniaczka”
- Nieeee, mogę Ci towarzyszyć w drodzę do Twojego ekspresu, co najwyżej –zaśmiała się lekko czarnooka, mrugając przy tym do blondyna, który w akcie zemsty zabrał kubek ukochanej, a ją samą przewiesił sobie przez ramię. Śmiech pary zapewne słyszany był w najdalszych częściach Londynu.
- Kochanie.. pójdziemy na jakiś spacer? – usłyszała nad sobą charakterystyczny głos – odwiedzimy może Nicka. Chętnie zobaczyłbym małą Mary – mrugnął wesoło.
- A wiesz, ze to dobry pomysł! Daj mi… 10 minut i będę gotowa. Możesz odliczać – zaśmiała się Maggie biegnąć w stronę swojej małej garderoby, którą zajmowała już jakiś czas – Co by tu…. – mruknęła do siebie, przeglądając przywiezione ze swojego mieszkania ciuchy. Ostatecznie wybór padł na białe legginsy, kolorową, zwiewną tunikę i sandały na koturnie. Plus upięte włosy i jasny makijaż. W takim stroju pokazała się aktorowi, który z wrażenia zagwizdał.
Kilkanaście minut później wysiadali pod domem Chudego rudzielca. Jak na gości przystało, obydwoje kupili „małe” podarunki dla dziecka przyjaciół. Szatynka starym zwyczajem weszła do domu, jak do siebie. Drzwi jak zawsze były otwarte.
- Kto do… O! Państwo Law – skłonił się z cwanym uśmiechem Nick, witając gości
- A idź się utop! – prychnęła czarnooka, wręczając na jego ręce swój prezent – a gdzie Jamie? Tylko nie mów, ze kazałeś jej siedzieć z Mary? – spytała z wymalowanym na twarzy szokiem.
- Nie… Jamie bierze kąpiej, a ja własnie nakarmiłem małą, jak chcesz to idź, czatuj pod łazienką – mrugnął tajemniczo – a ja porwę Ci chłopaka, co?
- Chodź, chodź, opowiadaj, tatuśku – rzekł wesoło Jude, ciągnąc piegusa do kuchni. Maggie w tym czasie pobiegła na piętro, i stanęła przed drzwiami do łazienki. Zapukała kilka razy.
- To jaa! Otwórz, mamuśka, chcę Ci pogratulować!
- Nie.. to nie jest dobry pomysł – usłyszała w odpowiedzi smutny głos Jamie.
- No ok. Teraz to wchodzę i nie obchodzi mnie czy masz coś na sobie czy nie – zaryzykowała i nacisnęła klamkę. Zastała Jamie stojącą nago przed lustrem. Brunetka wpatrywała się w swoje odbicie z wymalowanym żalem na twarzy.
- Co jest?
- Spójrz na mnie… jak ja wyglądam? Co się ze mną stało? – spytała, a po jej jasnej twarzy spłynęła pierwsza łza – Dziecko dzieckiem ale co ze mną? moja skóra.. Moje ciało... – chlipnęła, po czym rozpłakała się na dobre.
Maggie westchnęła cicho, podeszła do przyjaciółki i okryła ją puchatym szlafrokiem, po czym mocno przytuliła. Niebieskooka jakby czekała na ten gest. Uspokoiła się nieco, po czym wtuliła w „siostrę”.
- Nawet nie wiesz, jak chciałabym mieć takie problemy – rzekła szatynka z kamiennym wyrazem twarzy – nie patrz tak – dodała – mam prawie 31 lat i… cóż. Chyba chciałabym mieć takie rozkoszne bobo – szepnęła.
- Twoja przypadłość można leczyć – Jamie, jak zawsze z uśmiechem pogłaskała Brytyjkę po policzku – więc wszystko przed Tobą, ale ja…
- Ty masz kochającego Cię nad życie męża i maleństwo tak piękne, ze tylko schrupać, mało Ci? To tylko skóra – dodała, uśmiechając się ciepło – są siłownie i te inne, poza tym. Zobaczysz, Mary zacznie chodzić i raz-dwa zrzucisz to co przybrałaś!
- Też tak myślę.. ale.. jak mam się pokazać Nickowi? – spytała
- Po prostu. On wie. Nie jest taki głupi, na jakiego wygląda – mrugnęła i roześmiała się czarnooka – a teraz pokaż mi to swoje cudo! – zaproponowała, ciesząc się jednoczesnie, ze ta chwilka sam na sam z Jamie tak podniosła obie na duchu.
Mała córeczka Nicka i Jamie okazała się uroczą młodą damą. Leżała w pokoju, w pięknej zielono-żółtej kołysce i zaciekawieniem wpatrywała się w wiszące tuż nad nią zabaweczki w kształcie księżyca i gwiazdek. Z doniesień dumnych rodziców, Mary nie płakała, za to wszędzie musiała wetknać swoje małe paluszki. Szatynka, widząc dziewczynkę, po raz pierwszy, jeszcze w szpitalu odniosła wrażenie, ze Mary jest bardziej podobna do Nicka, zaś, wpatrując się w jej małą twarzyczkę, zmieniła zdanie.
- Jest jak Ty! – szepnęła Maggie do przyjaciółki, biorąc mała na ręce – ale oczka ma piękne – uśmiechnęła się.
- Śmiejemy się z Rudym, ze oczy ma po Tobie – mrugnęła do Brytyjki. Faktycznie, tęczówki maleństwa były prawie czarne. Prawie, bo tuż przy źrenicy, zmieniały kolor na bursztynowe. – czytałam, ze dzieciom zmienia się kolor oczu po jakimś czasie, ale ja mam nadzieję, ze takie właśnie jej zostaną. Jedyne w swoim rodzaju.
- Ona cała jest jedyna w swoim rodzaju
- Jak jej mama chrzestna – dodała Jamie, uśmiechając się do zaskoczonej przyjaciółki – no chyba nie odmówisz Mary? Będziesz jej Matką Chrzestną?
- Ja… och… - tylko tyle zdołała wyukać czarnooka – Pewnie! – roześmiała się, unosząc Mary do góry – Będę Twoją ciocią, wiesz?
Przez resztę dnia wyśmienity humor nie opuszczał Maggie. Wręcz promieniała. Jude nie mógl się wręcz napatrzeć na swoją ukochaną. Kiedy zobaczył ją w szpitalu przeraził się. Nie poznał jej. Widział jej ciało okryte białą pościelą, ale to nie była „jego” Maggie. Nie ta, którą żegnał na lotnisku w Stanach. Dlatego też dwoił się i troił, by jakoś pomóc czarnookiej. I faktycznie po kilku dniach zauważył efekty. Błyszczące oczy, zaróżowiona skóra. Tak, zdecydowanie było lepiej.
Zapadał zmierzch, kiedy Brytyjczycy wyszli. Jednak zamiast do domu, skierowali się w stronę ST. James Park.
- A tutaj chciałaś mnie wepchnąć do wody – szepnał dziewczynie na ucho, stając na pamiętnym moscie
- Bo chciałeś mnie pocałować! – Maggie zmarszczyła brwi, jednak w kacikach jej ust czaił się uśmiech – No powiedz jeszcze ze nie.
- No.. może i chciałem wtedy… ale zrobię to teraz – rzekł cicho i wpił się w słodkie usta szatynki. Delikatne muśnięcia przeradzały się w coraz odważniejsze całusy. Kiedy języki pary rozpoczęły szalony taniec, a dziewczynie zaczęło brakowac tchu, odsunęla się od aktora, grożąc mu palcem
- Jesteśmy w miejscu publicznym, Mój Aniele – szepnęła opierając czoło o brodę ukochanego – Ale ja Cię kocham…
- Ty sobie nie zdajesz sprawy, jak ważne jest to, ze jesteśmy tu razem. Że jesteś ze mną i że to mówisz. – rzekł cicho, gładząc policzek szatynki.
Wrócili do domu po północy. Po wspólnej, gorącej i zmysłowej kąpieli, Maggie wtuliła się w tors aktora, zataczając małe kółka na jego odsłoniętej piersi.
- Widziałeś się z Raffertym? – spytała cicho, nie podnosząc głowy.
- Jestem z nim umówiony na jutro. Zaalarmowała mnie Iris. Powiedziała, że cos się zaczyna niedobrego dziać, wspominałem, ze moja córka ma nosa do tych spraw?
- Coś kiedyś mówiłeś.
- Masz też od niej pozdrwienia – dodał gładząc czarnooką – Już jakiś czas myślę nad tym… Powiedz… Chciałabyś poznac moje dzieci? – spytał po chwili milczenia. Brytyjka podniosła się na rękach i ze zdziwieniem spojrzała na blondyna – Jestem pewny. Swojego uczucia do Ciebie i swoich planów. Wspólnych planów. Dlatego… - urwał, czując na ustach palec Maggie.
- Oczywiście, ze tak! – szepnęła, wzruszona. Nie spodziewała się tego. Miała już do czynienia z takimi przypadkami w pracy, stąd wiedziała, że takie propozycje wróżą… Same dobre rzeczy. „Skoro chce przedstawić mnie dzieciom, naprawdę myśli o nas poważnie!” – krzyczała w myślach. A leżąc tuż obok, gładząc jego twarz, zdobyła się tylko na ciche „Dziękuję”.
Poranek zastał ich wtulonych w siebie. Było im tak dobrze. Okryci pościelą błądzili po cudownej krainie snu. Jednak Początek tygodnia, obowiązki i przede wszystkim budzik szatynki nie dawały za wygraną. Dziewczyna nieprzytomnie udała się pod prysznic, by pół godziny później po cihu wyjśc z sypialni Jude’a. Sprawdziła jeszcze maila.. Zero odzewu od Agaty. „Jak do południa mi nie odpisze, to przysięgam, ze albo zadzwonie, albo przy najbliższej okazji uszkodzę” – obiecała sobie, wychodząc z domu i udając się do pracy.
AGATA:
Dni w Warszawie upływały Agacie w ślimaczym tempie, a dobiła je awaria Internetu na całym osiedlu i brak kontaktu ze światem. Teoretycznie dziewczynie pozostała jeszcze sieć w telefonie, ale zasięg w mieszkaniu miała na tyle słaby, że nawet nie mogła spokojnie odebrać maila. Większość czasu spędziła w pracy, póki miała jeszcze okazję pobyć z dzieciakami na terapii, popołudniami chodziła do mamy, pomóc trochę w domu i najeść polskimi przysmakami. A wieczory? Te spędzała samotnie, oglądając po kolei wszystkie filmy, w których grał Robert. Tęsknota była coraz większa, a brak wieści z NYC nie pomagał rudowłosej…
Poniedziałkowy poranek przyniósł dobrą nowinę – Internet powrócił i rudowłosa mogła swobodnie sprawdzić pocztę, na której od kilku dni oczekiwała wiadomość od Maggie.
- Oho, czarnooka albo się na mnie nieziemsko wkurza za brak odpowiedzi, albo umiera z nerwów. – zaśmiała się do siebie dziewczyna i od razu odpisała.
Maggieeeee!
Padam na kolana, wybacz, ze się nie odzywałam – odcięli mi neta na kilka dni! Czułam się jak bez ręki… A telefonami nie chciałam Cię męczyć, w końcu jesteś teraz ze swym ukochanym i to na nim powinnaś się skupić ;-)
Ostatnie dni spędzałam jeszcze w pracy, dobrze spożytkowałam ten wolny czas. Popołudniami jeździłam do mamy, napychałam się pierogami i ciastem, a wieczorami towarzyszył mi Robert z mojej kolekcji DVD. Ech, nawet nie wiem, co u niego i Extona, nie wiem jeszcze, kiedy tam wrócę, nic nie wieeeem.
Cieszę się bardzo, że Jude teraz jest tam z Tobą i że wszystko się tak dobrze układa. Zresztą sama wiesz, jak bardzo trzymam za Was kciuki! :-*
Jeszcze raz przepraszam i obiecuję się odzywać regularnie!
A.
Resztę oczekujących maili stanowiły różnego rodzaju reklamy, internetowy wyciąg z konta, rachunek za zamówienie z wirtualnego sklepu i następnych kilka reklam. Zero wieści z NYC. Nic. Zero maili od Roberta, zero maili od Indio. Dziewczyna smutno spojrzała w okno, Warszawa była tego dnia wyjątkowo piękna, ale brakowało jej jednego – nie była Nowym Jorkiem. Myśli znowu zaczęły wariować, powróciły słowy przyjaciółek, mamy. Jedynym wyjściem dla Agaty było oddanie się pracy. Szybko wyszła z domu, wsiadła w pierwszy możliwy autobus i udała się do poradni. Spędziła tam cały dzień, starając się nie myśleć. Powrót do domu przebiegł nieco inną trasą i tym razem objął dużo sklepów, bo jak wiadomo, zakupy pomagają na smutki.
Po dotarciu do mieszkania, Agata wskoczyła pod prysznic, a potem rozleniwiona zrobiła swoją ulubioną herbatę. Siadając na kanapie, wyjęła z torebki telefon, przypominając sobie, że cały dzień miała wyłączony dźwięk, a pewnie jej mama próbowała się do niej dodzwonić. Jakże wielkie było jej zdziwienie, kiedy na wyświetlaczu ujrzała zdjęcie Roberta, sygnalizujące nową wiadomość od niego.
- Telepatia jakaś czy co? Myślami go przywołałam? – pomyślała dziewczyna i otworzyła skrzynkę odbiorczą. Sms od mężczyzny był bardzo krótki.
Kiedy wracasz? Tęsknię. R.
Myśli znowu zaczęły wirować w zawrotnym tempie.
- Ale jak… „TĘSKNIĘ”? Nie „tęsknimy”, nie „Exton tęskni”, ale „tęsknię”. O rety… - jęknęła rudowłosa i rzuciła się w stronę biurka z laptopem.
Sprawdziła wszystkie możliwe loty do NYC, zwłaszcza te najbliższe. Idealny trafiał się za równo trzy dni i kusił rezerwacją. 10 minut później był już zabukowany, a Agata trzymała w dłoni telefon.
Będę za 3 dni, właśnie zarezerwowałam lot. Ja też tęsknię. – odpisała Robertowi i rozejrzała się po swoim mieszkaniu. Znowu czekało ja pakowanie, którego tak bardzo nie lubiła. A do tego pożegnanie z mamą, której będzie musiała rano powiedzieć o tym, że lada moment wylatuje. Zastanawiała się nad tym, dlaczego zawsze podróże rozdzierają ją na pół? Dlaczego cieszy ją perspektywa udania się w jakieś miejsce, ale jednocześnie smuci opuszczanie domu i żegnanie z tym wszystkim, co jest dla niej ważne?
Zasnęła, wpatrując się w wyświetlacz na telefonu, na którym widniała ostatnia wiadomość od bruneta.
Czekam…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz