poniedziałek, 23 kwietnia 2012

XXIII.

MAGGIE:

Kilka wyjśc do pacjentów i nim Maggie się obejrzała, jej dzień w pracy się skończył, o czym wpadł ją powiadomić Brian. Z niechęcią wyszła z gabinetu, wiedząc, ze jeszcze przez kilka godzin mogła posiedzieć nad mądrymi książkami. Z drugiej strony świadomość, ze w domu zastanie Jude’a czytającego książke, gazetę, czy po prostu oglądającego telewizję, napawała ją energią, a na skórze czuła rozkoszne mrowienie. Dlatego zdziwiła się, gdy w domu aktora nie zastała go. „Ah! Miał spotkać się z Raffertym” – przypomniała sobie nagle. Wiedząc, ze spotkanie ojca z synem może trochę potrwać, wzięła odprężającą kąpiel i przygotowała pyszną kolację. Czekając na Law, zasiadła przed komputerem i napisała krótkiego maila do Agaty. Tęskniła za przyjaciółką. Zdecydowanie brak jej było tego magicznego uśmiechu Polki. Obiecała sobie, ze przy najbliższej okazji zaprosi jado siebie.
Jude wrócił punktualnie o 19.
- Czesć Kochanie – zawołała z kuchni – chodź, bo wystygnie, zrobiłam dziś… - urwała widząc minę aktora – co się stało? – spytała podchodząc do blondyna i ujmując jego twarz w swoje drobne dłonie.
- Pokłóciłem się z nim. Poszło.. jak zawsze.. on chce, żebym wrócił do Sadie – wypalił, nie patrząc na ukochaną, która momentalnie opuściła ręce – nie sądziłem, ze dożyje chwili, w której będę musiał tłumaczyć własnemu synowi, ze jestem szczęśliwy, i chcę taki pozostać, mając u boku kobiete z marzeń… - dodał cicho, przybliżając się do szatynki i stykając się z nią głową.
- Chodź – szepnęła, ciągnąc brytyjczyka w stronę salonu – siadaj i nie rób absolutnie nic. Coś zaradzimy – uśmiechnęła się ciepło do mężczyzny, po czym włączyła spokojną muzykę, przyniosła swoje popisowe danie. Posiłek minał parze w ciszy. Maggie jednak widziała i wiedziała, ze to co powiedział przed momentem Jude nie było pustymi słowami. Ta myśl sprawiała, ze dziewczyna promieniała. Chwilę po kolacji, położyli się obok siebie, rozmawiając. Tak właśnie spędzili resztę wieczoru. Czarnooka czuła, ze to jest potrzebne obojgu. Wygadanie się, otwarcie dusz, wyjawienie niektórych tajemnic. Zasneli wtuleni w siebie.

Kolejny dzień rozpoczął się od… wycia telefonu Jude’a.
- Lubię i szanuję, a nawet kocham Queen, ale jak zaraz nie odbierzesz, Twój telefon nauczy się latać – jęknęla nakrywając się kołdrą Maggie.
- Jak ja lubię tą Twoją złośliwą stronę – zaśmiał się blondyn, łaskocząc ukochaną i sięgając po telefon – Nooo? – ziewnął – czołem Tim, co jest szefie?
Rozmowa z głównym reżyserem była krótka. Po minucie, szatynka przykryta cała kołdrą poczuła na sobie ciężar niebieskookiego.
- Złaź! – krzyknęła i zaczęła się śmiać – jesteś strasznie ciężki!.
Szybko jednak pożałowała tych słów. Brytyjczyk rozpoczał od łaskotek, a skończył na całowaniu i leciutkim kasaniu dziewczyny. Efektem była ogromnej wielości „malinka” na prawej piersi czarnookiej.
- Daje Ci dwie sekundy, a potem Cię zniszczę – mruknęła. Aktorowi to wystarczyło. Zeskoczył z łóżka i wybiegł z pokoju. Maggie mimo szczerych chęci, nie dogoniła ukochanego, którego spotkała dopiero na dole, w kuchni. – Jesteś okropny, wiesz? – spytała z widocznym zalem w oczach. – NO i co Cię tak bawi?
- A to, ze będę mógł spędzić z Tobą jeszcze jakiś czas. Z powodu jakiejś mega awarii, nie działa cała machineria do efektów specjalnych, dlatego też wylatuję stąd w czwartek. No i co Ty na to? – spytał z cwaną mina.
- Idę wziąć prysznic – szatynka użyła swojej całej wewnętrznej mocy, by nie zdradzić radości, jaka ja wypełniała – Ale.. że prysznic masz duży, to mógłbyś teś skorzystać – uśmiechnęła się szeroko, ciesząc się, ze jest odwrócona plecami do Law. Na twarzy Jude’a pojawił się z początku szok, a potem radość, zastąpiona przez ogromne pożadanie. Podbiegł do ukochanej i zaczał całować, próbując wyswobodzić ją z ciuchów. Po chwili wziął szatynkę na ręce i zaniósł do sypialni..
- Miała być kąpiel – przypomniała Maggie, z „brudnym” uśmieszkiem.
- Kąpiel będzie później – rzekł, ściągając pospiesznie koszulkę. Opadł na gorące ciało dziewczyny, obdarzając każdy centymetr jej ciała pocałunkami. Po chwili wszedł w nią, narzucając ich ciałom odpowiednie dla obojga tempo….

Jakiś czas później.. może godzinę, może trzy, znów zadzwonił telefon. Tym razem Maggie. Leżąc obok Jude’a, wpatrując się w jego piękne oczy, niechętnie odebrała.
- Tak wiem, spóźniełam się, wiem –Skoro dzwonił Harry, musiał dzwonić własnie w tej sprawie. Zdziwiło ją wiadomość o tym, że ma wolne, ale stwierdziła, ze absolutnie się tym nie będzie przejmować. Leżeli tak jeszcze, wparując się w siebie chwilę, po czym oboje udali się do łazienki.
Resztę dnia, jak i kolejny, para spedziła na ustawianiu i przenoszeniu zakupionych wcześniej mebli w mieszkaniu Maggie.
- Ale tu ładnie teraz! – sapnęła czarnooka, spoglądając na swój salonik. Ciepłe kolory ścian, starodawne meble, duży, miękki dywan, kwiaty i kolorowa sofa robiły imponujące wrażenie.
- Niech to będzie część mojego prezentu z okazji Twoich urodzin – szepnał jej Jude.
- Skąd… - urwała, patrząc zaskoczona na uśmiechniętego blondyna
- Powiedzmy.. ze miałem pewnien telefon – mrugnał tajemniczo.
Maggie nie musiała wiedzieć nic wiecej. Pokręciła z rozbawieniem głową i zaśmiała się lekko. Po chwili jednak przytuliła się do aktora.
- Wiesz, że nie musisz mi nic dawać, sama Twoja obecnośc wystarczy – szepnęła
- Ale chcę. I tak dam, więc nie denerwuj siebie i mnie. Proszę, oto cała reszta prezentu – wręczył dziewczynie dwie pary kluczy – Te są od mojego domu – wskazał na pęk kluczy – i są Twoje. Na dziś, jutro i zawsze – uśmiechnał się, widząc niepohamowaną radośc w oczach Maggie – a te.. są od Twojego prezentu, który odbierzesz w sobote. Adres wyślę Ci mailem, albo sms-em. Ale masz tam pojechać. Będzie dla Ciebie idealny – stwierdził.
- Ale co..?
- Silnik jest dośc duży, ale bardzo wydajny, nie wybrałem czerwonego, bo to zbyt oczywiste, będzie czarny.
- KUPIŁEŚ MI SAMOCHÓD?? – oczy dziewczyny zrobiły się momentalnie wielkości spodków od filiżanek – CZY CIEBIE POGIĘŁO????
- Jak już mówiłem… nie denerwuj siebie ani mnie – zaśmiał się i pocałował czarnooką. Roześmiani, wrócili do domu Jude’a. Zasnęli bardzo szybko.
Czwartkowy poranek przywitał ich ciepłymi promieniami słońca. Jude najciszej, jak tylko umiał, udał się do łazienki. Prysznic, spakowanie swoich rzeczy i był gotów. Położył się obok Maggie i obserwował jak śpi. Lubił to. Jej twarz była wtedy taka spokojna. Kochał jej twarz, która kojarzyła mu się z jego własnym Aniołem, tak też ją traktował. Zmienił się. Z pochmurnego, skrywającego się za Maską szczęśliwego, stał się po prostu szczęśliwy. „Co to jedna mała istota może zrobić” – myślał, gładząc ciemne loki Brytyjki.
Maggie obudziła się kilka minut przed budzikiem. Pierwsze co zobaczyła to oczy ukochanego.
- Jude! Ty masz dziś zielone oczy! – krzyknęła ze strachem, odsuwając się od aktora.
- Nie, Skarbie. Moje oczy są niebieskie. Po prostu w zależności od natężenia światła i kąta jego padania są albo niebieskie, albo zielone – wytłumaczył cierpliwie Brytyjczyk.
- To niesamowite jest! – szepnęła z uznaniem szatynka wpatrując się w zielone tęczówki – szoda, ze ja tak nie mogę…
- Twoje oczy są wyjątkowe, jak cała Ty. Jednak… Ja odróżniam już Twoją tęczówke, która nie jest całkiem czarna, jak się wydaje, od źrenicy. Masz niesamowite oczy i nie zamienie ich na żadne inne – rzekł i pogłaskał Maggie po policzku – a teraz wstawaj, odwieziesz mnie.
Szybki prysznic, garderoba i szatynka pomagając ukochanemu zeszła do garażu aktora. Z lekką obawą wsiadała do pięknego, czarnego Audi. Prawo jazdy miała już kilka lat, ale nie miała, czym jeździć, mimo, ze swego czasu auto i puste ulice Londynu noca, to było jej ulubione zajęcie na odstresowanie. „Cóż, może do tego wrócę” – myślała, odpalając silnik. Słyszac jego dźwięk zamknęła oczy i zamruczała cicho.
Kilkanaście minut później parkowała przy Heathrow. Pochwyciła spojrzenie Jude’a pełne uznania za sposób prowadzenia jego ukochanego samochodu. Dość sprawna odprawa, która zajęła kilka minut i para stanęła naprzeciw siebie tuż przy wejściu do „kołnierza” prowadzącego na pokład samolotu
- Bądź grzeczny. Nie umawiaj się z żadną obcą babą, bo się i tak dowiem i pisz.. – rzekła Maggie, starając się na lekki ton
- Będę dzwonić, a Ty masz się odżywiać, nie przepracowywać, a jak jeszcze raz zamilkniesz na tak długo, to nie wiem co Ci zrobie… - uśmiechnął się Law, przyciągając do siebie mocniej Brytyjkę – Kocham Cię – szepnał zamknął usta dziewczyny w namiętnym pocałunku.
- Idź, bo się rozpłaczę – Maggie podciągnęła lekko nosem, jednocześnie się uśmiechając – Kocham Cię – szepnęła.
- Musze isć, zadzwonie – obiecał aktor
- Jude? – usłyszeli za sobą inny, niski głos z brytyjskim akcentem. Obejrzeli się. Szedł w ich stronę wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna o kasztanowych włosach z dwudniowym zarostem.
- Tom! Co za spotkanie! – Ucieszył się Jude, witając się z wielokrotnym kolegą z planu. Uścisnęli się w sposób, który Maggie przywodził na myśl spotkanie dwóch dobrych przyjaciół – Pozwól, ze Ci przedstawię. To Maggie Gold, świetna Pani psycholog i mój własny, osobisty, ukochany nad życie skarb – mówiąc to, objął dziewczynę w jednoznaczny sposób – Kochanie, to jest Tom Hiddleston, mój przyjaciel.
- Bardzo mi miło – rzekł aktor i ucałował dłoń czarnookiej – Kilka razy widziałem was w ST. James park, ale nie miałem, co do tego pewności, że Wy to Wy, dlatego nie podchodziłem.
- Też lubisz ten park? – spytała Maggie, wpatrzona w szczerą i uśmiechnięta twarz kolejnego aktora, z którym miała przyjemność.
- Pewnie! Pracuje tam Pewnien pan, który ma najlepsza watę cukrową na wyspach – rzekł teatralnym szeptem i mrugnał wesoło do szatynki – Jude, też do Nowego Jorku?
- Dokładnie. Praca wzywa – Law uśmiechnął się szeroko. Tych kilka filmów, które nakręcił z Tomem wspominał bardzo dobrze. Codzienne żarty, rozmowy, a czasem też mała imprezka, sprawiło,z e mężczyźni nabrali do siebie zaufania i traktowali się wręcz jak bracia – Ty też?
- Bingo! Już się cieszę, ze będę mieć z kim pogadać podczas lotu – zażartował Tom - Ale ja Wam chyba przerwałem, przepraszam. W każdym razie miło było Cię poznać i do zobaczenia niebawem – obdarzył Maggie jednym ze swoich „firmowych” uśmiechów, po czym odszedł i zaczekał na przyjaciela.
Dziewczyna całym, drobnym ciałem przywarła do ukochanego. Miałą ochotę schować go gdzieś w torbie i wywieźć, ale nie mogła. Odsunęła się od niebieskookiego i ciepło uśmiechnęła. Nie wiedzieć, czemu, ale przez chwilę rozmowy z Tomem, łzy Maggie wyschły, zupełnie, jakby kolejny Brytyjczyk stał się nagłym lekiem na jej smutki. Żałowała, ze nie poznała go wcześniej, ale obiecała sobie, ze go jeszcze odszuka.
- Kocham Cię – szepnęła, wkładając w to wyznanie swoje całe uczucie do Jude’a. Mężczyzna uśmiechnąl się szeroko, słysząc jej ton – Uważaj na siebie.
- Będę. Zadzwonie. Kocham Cię – rzekł po raz ostatni i odsunął się. Chwycił swoją małą torbę i odszedł w stronę czekającego Toma. Tuż przed zniknieciem w „kołnierzu” odwrócił się i pomachał stojącej samotnie, drobnej, ale za to uśmiechniętej kobiecie.
- Ładna z Was para – usłyszał, siadając w samolocie, tuż obok, jak się okazało Toma – ależ ona ma oczy niesamowite! To soczewki? Są zupełnie czarne!
- Nie, nie… To nie soczewki, i nie są całkiem czarne. Jakby się przyjrzeć, to są o odcień, albo pół odcienia jaśniejsze od źrenicy, Ale czarna obwódka przy zakończeniu tęczówki nadaje im taki czarny wyraz.. – wymienił Blondyn, po czym spojrzał na szeroko uśmiechniętego przyjaciela.
- Jak ja lubie patrzeć na szczęśliwych ludzi – wyznał.

Samolot po kilku minutach wzbił się w powietrze. Godziny lotu upłynęły aktorom na rozmowach, wspomnieniach. Jude Z lekkim sercem wracał do pracy, wiedząc, ze teraz już wszystko będzie dobrze. Nawet niedawna kłótnia z synem nie była w stanie zepsuć mu humoru. Już na lotnisku JFK, pożegnał się z Hiddlestonem, odebrał swój bagaż i już miał ruszac na postój taksówek, gdy niespodziewanie wśród tłumów mignęły mu tak znajome rude włosy…

Po rozstaniu na lotnisku, Maggie wróciła do pustego domu aktora. Wzięła kilka sowich rzeczy i pożyczyła kilka filmów od brytyjczyka. Postanowiła, ze dzisiejszy, wolny dzień spędzi u siebie. W końcu jej piękne mieszkanie jest już umeblowane.
Będąc już w mieszkaniu, włączyła wieżę i kucnęła przy stojaku z płytami. Korcił ją szczególnie jeden zespół. Grupa, z którą spędziła ładnych kilka lat. Przełknęła ślinę i włączyła „Origin of Symmetry”, swój ulubiony krążek Muse. Wsłuchując się w muzykę, głos Matta, perkusję Dominicka, i gitarę Chrisa nie czuła już żalu. Nareszcie mogła do niech wrócić. Usiadła na kanapie i zamknęła oczy. Z lekkim uśmiechem przesłuchała cała płytę. W przypływie… czegoś, porwała swój telefon i napisała do Dominicka krótką wiadomość:
Dziękuję. Przepraszam, jeśli Cię uraziłam. Dziękuję, ze byłeś. Trzymam kciuki za to, żebyś tak jak ja był szczęśliwy.
M.

Już bez żalu wyłączyła płytę i załączyła pierwszy film od Jude’a. Przy największych klasykach kina spędziła resztę dnia. Pod wieczór, otworzyła swoje wcześniejsze notatki, które zaczęła dzień wcześniej w pracy. Zgasiła światło i położyła się spać po północy. Zamknęła oczy i zasnęla.

AGATA:

Ostatnie chwile w Polsce były dla Agaty pełne pracy, pakowania i pożegnań. Dziewczyna obiecała rodzicom swoich pacjentów, że będzie z nimi w stałym kontakcie mailowym, na wszelki wypadek, gdyby potrzebowali jej porady czy też propozycji terapii. Szefowa także okazała się bardzo w porządku, gdyż obiecała, że miejsce w poradni będzie czekać. Nieco gorzej rudowłosa poradziła sobie z mamą, dla której szokiem było to, że jej córka już tak nagle wraca do Stanów. Na szczęście przyspieszony kurs obsługi Skype’a i masaaa materiałów do nauki angielskiego zostały przez kobietę przyjęte z entuzjazmem. Opinią przyjaciółek rudowłosa zbytnio się nie przejmowała, w końcu one za nią życia nie przeżyją. Pozostało tylko czekać do dnia wylotu…

Czwartkowy poranek nadszedł niebywale szybko. Agata już od dwóch dni była spakowana, bilet wraz z dokumentami leżał w widocznym miejscu, aby uniknąć niepotrzebnych stresów związanych z późniejszym ich poszukiwaniem. Spokojnie zjadła śniadanie, wzięła prysznic i odprężyła przy porannej kawie. Samolot do NYC zarezerwowany był na godzinę 12:30, więc nie było pośpiechu.
- I znowu prawie 10 godzin w samolocie. – jęknęła cicho pod nosem, na myśl o długości podróży. – A jak dotrę na miejsce to tam będzie dopiero 16. Zmiana strefy czasowej, brrr…
Wychodząc, jeszcze raz spojrzała na swoje mieszkanie – tym razem nie wiedziała na jak długo je zostawia. Warszawa była tego dnia wyjątkowo przychylna, na drogach nie było korków, więc rudowłosa w 20 minut dotarła na Okęcie. Odprawa, dotarcie do samolotu, zajęcie swojego miejsca i lada moment podróż do jej ukochanych Stanów. Spojrzała na wyświetlacz telefonu, na którym widniało zdjęcie Roberta z Extonem.
- Już do was wracam, chłopaki. – pomyślała i uśmiechnęła się do siebie. Zanim telefon przeszedł w tryb samolotowy, pofrunął jeszcze z niego sms do Maggie, o tym, ze wszystko jest w porządku i następna wiadomość będzie już z NYC.
Agata zamknęła oczy, założyła słuchawki i dała ponieść się muzyce. Nawet nie spostrzegła, kiedy zasnęła i minęło tych 10 godzin. Obudziła ją stewardessa, kiedy samolot podchodził już do lądowania. Wyjrzała przez okno i z daleka ujrzała panoramę Nowego Jorku i lotnisko JFK. Poczuła ścisk w żołądku.
- Uspokój się. – pomyślała – Przecież wracasz do ludzi, których znasz, w miejsce, które znasz. Czego tu się bać?
Niby niczego, a jednak. Poniedziałkowy sms od Roberta cały czas wyprowadzał ją z równowagi i mącił jej myśli. Nawet nie była pewna, czy mężczyzna będzie czekał na nią na lotnisku czy w domu, z Extonem. Po wylądowaniu i odprawie, nerwowym krokiem ruszyła w stronę głównego hallu.

Szła zamyślona w stronę wyjścia, kiedy nagle prawie zderzyła się z mężczyzną, który wyrósł spod ziemi. Podniosła wzrok i ujrzała uśmiechniętego blondyna.
- JUDE?! – pisnęła i rzuciła mu się na szyję – Czeeeeść! Co ty tu robisz?!
- Właśnie wróciłem z Londynu. – niebieskooki uśmiechnął się szeroko.
- No widzę, wiiidzę. – rudowłosa uszczypnęła go z uśmiechem w ramię – Kurczę, nie spodziewałam się ciebie tutaj. Jak cudownie na dzień dobry zobaczyć znajomą twarz!
W oczy Agaty rzuciło się szczęście bijące z twarzy Jude’a. Najwidoczniej ten tydzień w Londynie nie tylko podreperował zdrowie Maggie, ale także i pomógł mężczyźnie.
- A na ciebie już pewnie Downey czeka z czerwonym dywanem i kwiatami. – zaśmiał się Brytyjczyk.
- A weź przestaaaaań. – zaczerwieniła się dziewczyna – Nawet nie wiem, czy po mnie przyjedzie na lotnisko, czy czeka mnie polowanie na taksówkę.
- No przecież tęsknił, nie?
- A to papla z tej Maggie! Jej to coś napisać! – rudzielec tupnął nogą, udając obrażoną – Ale właśnie, mów, jak tam z nią?
- Już lepiej. – na twarzy blondyna malował się spokój – Odpoczęła przez te kilka dni, opiekowałem się nią, karmiłem, odwiedziliśmy Nicka i Jamie. Mała Mary jest urocza, patrz! – wyjął telefon i pokazał Agacie zdjęcia maleństwa.
- O matkooo, cały Nick! Jaki słodki maluch! – pisnęła – Zaraz mi się włączy instynkt macierzyński!
- No to wiesz, ja tam mogę zagadać z Downey’em, żeby coś z tym zrobił i ci jakoś pomógł z tym instynktem. – mrugnął niebieskooki.
- JUDE, NIECH CIĘ CHOLERA! – twarz dziewczyny przybrała kolor jej włosów i już miała zacząć krzyczeć na przyjaciela, kiedy z daleka zauważyła Roberta z Extonem.
- Agaaataaa! Wujek Juuudee! – pisnął i zaczął biec w stronę przyjaciół.
- Cześć maluchu! – Polka przytuliła chłopca i wzięła go na ręce – Stęskniłam się!
- No witaj. – za swoim synkiem, do Agaty podszedł Robert i ucałował ją w policzek – Jak podróż?
- W porządku. – uśmiechnęła się i przytuliła do mężczyzny – Dobrze być tu z powrotem.
- Ekhem. – odchrząknął Jude – Ja wiem, że nie jestem uroczą rudowłosą niewiastą, przez co nie absorbuję twojej uwagi, ale mógłbyś się przywitać z przyjacielem, Robercie.
Rudowłosa parsknęła śmiechem, a Robert w swoim niezwykłym ‘Starkowym”, lekko ironicznym stylu odpowiedział Brytyjczykowi.
- Ach, Judesie! Tęskniłem, łzy rzewne wylewałem. Jak dobrze, że powróciłeś!
- Dobra, dobra, bo ci uwierzę. – zaśmiał się blondyn – Ale dobrze was wszystkich widzieć tak od razu, na obczyźnie.
- A tatuś i wujek chyba nigdy się nie zmienią. – Agata szepnęła do Extona, po czym zaobserwowała uroczą scenę, dwóch przytulających się mężczyzn.
- Och, już myślałem, że straciłem szanse na twój uścisk! – odparł teatralnym tonem Brytyjczyk, na co cała czwórka zareagowała głośnym śmiechem. - Dobra kochani, czas na mnie. Muszę zadzwonić jeszcze do Maggie i ruszać do hotelu, odespać lot.
- Pozdrów ją ode mnie! – rudowłosa uściskała mężczyznę.
- Na pewno to zrobię. – Jude odwzajemnił uścisk i szepnął dziewczynie do ucha -  Powodzenia.
- Pantofel! – zaczął wyzłośliwiać się Robert, ale zmrożony morderczym spojrzeniem niebieskookiego, poczuł skruchę – No dobra, przepraszam. Do zobaczenia jutro na planie.
- Cześć wuujeeek! – z nieodpartym urokiem krzyknął Exton.
- To co? – zapytał brunet – Chyba czas na nas? Pora jechać do domu.
„Dom” – to słowo dźwięczało w myślach Agaty, gdy siedziała w samochodzie koło Roberta. NYC
 naprawdę stał się nim, a rodzinka Downey’ów była dla niej prawie jak jej własna. To tak miłe uczucie…
- Jakaś zamyślona jesteś dzisiaj? – przerwał ciszę brunet.
- Tylko odrobinę zmęczona. – odpowiedziała rudowłosa – No i trochę mnie tu nie było, chłonę nowojorski klimat.
- Dobrze, że wróciłaś. Aaaale dzisiaj należy ci się dużo odpoczynku i lenistwa, my się wszystkim zajmiemy w domu.
- Tak, tatuś, tak! Zrobimy obiad, po męsku! – Exton aż podskoczył na tylnym siedzeniu, a Agata zaśmiała się, rozczulona tym widokiem.
- Nie mogę się doczekać tego waszego męskiego obiadu. – uśmiechnęła się do chłopca.

Popołudnie upłynęło Agacie w rodzinnej atmosferze. Robert i Exton starali się, żeby tęsknota za domem nie odbiła się zbyt mocno na jej humorze. Przygotowali pyszny obiad, a później mini-turniej karaoke na konsoli, w którym pięciolatek okazał się być niezwyciężony. Korzystając z tego, że brunet poszedł położyć synka spać, dziewczyna udała się do swojego pokoju. Wszystko było w nim dokładnie takie, jak w momencie, gdy wyjeżdżała do Polski. Usiadła na łóżku i spojrzała w okno. Słońce powoli zachodziło, a chmury stały się lekko różowe. Uśmiechnęła się do siebie i przytuliła do poduszki. Wydawało jej się, że poczuła zapach Roberta, ale usprawiedliwiła się tęsknotą i omamami węchowymi. Włączyła laptopa i napisała krótkie maile do mamy i Maggie. Nie miała siły na dłuższe wiadomości, jej mózg nie był w stanie skupić się na czymś treściwym.

Wyszła na taras i opierając się o barierkę, spojrzała w niebo, które zaczęło przybierać lekko różową barwę. Pomimo tego, że nadszedł wieczór, powietrze było jeszcze przyjemnie ciepłe i lekki wiatr delikatnie otulał jej twarz. W pewnym momencie usłyszała za sobą kroki.
- Cieszę się, że wróciłaś. – powiedział cicho Robert, podszedł bliżej i oparł brodę na ramieniu dziewczyny.
- Ja też się cieszę, że już tu jestem. – rudowłosa uśmiechnęła się do siebie – No i że wytrzymałeś dzielnie tyle czasu, pogodziłeś pracę z opieką nad Extonem, czekałeś.
- Na ciebie czekałbym i drugi raz tyle. – odpowiedział brunet i objął dziewczynę, która odczuła, że niebezpiecznie szybko zaczyna jej bić serce.
- To bardzo miłe… Właściwie to nie wiem, co mam teraz powiedzieć. – zawstydziła się.
- Może, że ty też poczekasz na mnie? Na to, kiedy będę całkowicie gotowy na nowy związek, a moja „przeszłość” już nie będzie miała na nic wpływu? – zapytał i spojrzał Polce w oczy.
Agata poczuła, że miękną jej nogi. Zauważała od jakiegoś czasu, że coś zaczęło iskrzyć, ale nie spodziewała się takiego wyznania ze strony aktora. „Czyli jednak Maggie miała rację…” – pomyślała, wpatrując się w te brązowe oczy, które uwielbiała od wielu lat.
- Robert… - zaczęła – Na ciebie warto czekać. Ile tylko będzie trzeba.
Mężczyzna na dźwięk tych słów uśmiechnął się szeroko i zbliżył swoją twarz do twarzy dziewczyny. Nadal patrzył jej w oczy, tylko teraz z niebezpiecznie bliskiej odległości. Pocałował rudowłosą w policzek, bardzo blisko kącika ust. Agata wstrzymała oddech i zszokowana, mocno wtuliła się w bruneta.
Wieczór przyjaciele spędzili na długiej rozmowie, jak minął im ten czas spędzony oddzielnie. Siedzieli przed telewizorem, zajadając się czekoladą, śmiejąc się i oglądając film. Zasnęli na kanapie uśmiechnięci i przytuleni do siebie…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz