JUDE:
Brytyjczyk nawet nie zauważył, kiedy odegrał wszystkie swoje partie na bieżący dzień. Odetchnął głęboko „budząc się” z transu w swojej garderobie. Czekała go dosyć poważna rozmowa z reżyserem i producentem. „Jak będzie trzeba, to zacznę stroić fochy, żeby mnie tylko puścili na kilka dni do Niej” – myślał. Chęć zobaczenia Maggie, nawet, jeśli będzie w złym stanie stała się misją numer 1 blondyna. Wzdrygnął się lekko, widząc za swoimi plecami…
- Sienna? – prawie krzyknął, wstając z fotela. Mając na uwadze to, co stało się ostatnim razem, kiedy ją spotkał, wolał zachować czujność – Czego chcesz?
- Przechodziłam… i pomyślałam, ze wpadnę – przygryzła dolną wargę i zmrużyła kokieteryjnie powieki – kiedyś się cieszyłeś z takich odwiedzin – zbliżała się do niebieskookiego.
- Dużo się zmieniło. Co u Twojego męża? Wciąż go zdradzasz? – Jude podszedł do okna i lekko je uchylił. Wolał mieć świadków przy ewentualnym.. „czymś”.
- Nie mówmy o nim… Jesteś smutny już kilka dni.. widze to. Pomogłabym Ci się wyzbyć wszelkich trosk. Pamiętasz, jak dobra jestem w takich sprawach – zaśmiała się cicho.
- Eh… - Brytyjczyk potarł oczy, po czym zrównał się z blondyną – posłuchaj mnie i zapamiętaj to co powiem. Nie jesteśmy już razem i nie będziemy. To raz. A dwa, nie mieszaj mi więcej w życiu, pamiętaj, znaczę nieco więcej od Ciebie w branży. Uwierz mi. Nie chcesz, żebym wykonał kilka telefonów. Bo po nich świat szybciutko zapomni o Siennie Miller – wyszeptał, wpatrując się w jej oczy. Zadziałało. Kobieta przestraszyła się, jednak nie tak bardzo, jak liczył.
- Nie zastraszysz mnie. Nie licz na to – rzekła ze spokojem. Lekki strach wyrażały tylko jej oczy. Odwróciła się, kierując do wyjścia, jednak tuż przy drzwiach zatrzymała się – A wiesz… Poznałam ostatnio Twoją Saddie. Myślę, że pomogę jej wyjść z dołka po życiu z Tobą… - ton jej głosu, sprawił, ze blondynowi ciarki przebiegły po plecach. Nie wiedzieć czemu, zaczał obawiać się nie o swoje dzieci, nie o siebie samego, ale o Maggie. Czuł, że blondynka za wszelką cenę będzie próbować zniszczyć to, co budował razem z szatynką.
- Nie wiem co kombinujesz.. ale nie uda Ci się… - ostrzegł
- No to się przekonamy – Sienna uśmiechnęła się nieprzyjemnie i wyszła z pomieszczenia.
- Niech Cie cholera – mruknął do siebie, a po chwili udał się do gabinetu producenta.
Wszedł do zadymionego pomieszczenia, gdzie jak sadził spotkał głównodowodzących.
-OO! Co tam Jude? Jeszcze tu jesteś? – spytał Paul Walker, producent, zajmujący się filmem.
- Mam do Was sprawę – zaczał blondyn siadając na kanapie
- No to Wal, chłopie
- Potrzebuje… Nie. Chce wolnego do końca tygodnia.
- No problem, stary – Reżyser właśnie wszedł do gabinetu, usiadł przy Brytyjczyku – no co tak patrzysz. Ujęcia z Tobą mamy nakręcone na jakieś 2 tygodnie naprzód, więc teraz byś nam tylko zawadzał – wyznał Tim Burton.
- Tak po prostu? – aktor zmarszczył brwi – nie będzie żadnych fochów, cięć kosztów, ani nic? Czegoś innego się spodziewałem – przyznał.
- Szczerze? Jestem bardzo zadowolony z Twojej pracy, ba! Robisz tutaj najlepszą robotę w tej chwili! – Tim uśmiechnął się lekko – Johny ma jakieś problemy dzieciakami, Robert dziś też jakiś dziwny, no a Ty… Rewelacja.
- Rany.. Dzięki za wszystko szefie – ciężar z serca mężczyzny ulotnił się – czyli… mogę jutro wybywać?
- Masz nasze błogosławieństwo, wróć w przyszłą środę. Jak znam życie Johny odwali coś, przez co trzeba będzie powtarzać full scen, ok.? – reżyser poklepał niebieskookiego po ramieniu
- Tak jest! – Brytyjczyk prawie wybiegł z ich gabinetu. Skierował się wprost do garderoby przyjaciela, do której, starym zwyczajem wpadł bez pukania – Ty! Wolne mam! Lecę do Londynu! – wykrzyczał, unosząc ręce w geście zwycięstwa. Czuł się fantastycznie. Spojrzał na bruneta i uśmiech momentalnie zszedł mu z Twarzy – Co się dzieje?
- Agata wyleciała do Polski – przyznał ponuro Amerykanin
- I?
- Jeszcze pytasz? To, że ty rozpaczasz, bo jesteś tu bez Maggie jest ok. a ja nie mog.... – urwał i spojrzał z przerażeniem na wyraz twarzy Jude’a, wyrażający triumf.
- Mówiłeś coś? – spytał z kpiącym uśmieszkiem – bo wydawało mi się.. ale mogło mi się tylko wydawać, w końcu swoje lata mam, ze jakbyś.. hm… - blondyn teatralnie się zamyślił – tęsknił??
- Aż tak widać? – Downey opuścił głowę, wpatrując się w swoje buty – zachowuje się jak szczeniak, nie?
- Nie. – odparł już poważnie blondyn – zaczęło Ci zależeć, to normalne, ze chcesz ją mieć przy sobie…
- To też. Ale wiesz co… Jak widziałem, jak oddala się ode mnie.. poczułem się tak, jak po odejściu Susan. Znów jestem sam z Extonem… - jęknął zakrywając twarz dłońmi.
- Wstań, Robercie. Słuchaj mnie. Nie wolno Ci porównywać każdego wyjazdu Agaty do tego, co zrobiła Ci Susan. Owszem, jesteś na moment sam, ale to tylko chwila! Nie daj się zwariować! Lepiej już wymyśl, jakie niespodzianki jej sprawisz po powrocie z Polski – dodał łagodniej.
- Coś mi się wydaje, ze zawód Twojej dziewczyny zaczął powoli przechodzić na Ciebie – Robert uśmiechnął się szeroko. Cieszył się z tego, ze ma takie wsparcie u brytyjczyka – To kiedy lecisz do Maggie? A właśnie co do Maggie… - brunet zmieszał się lekko – dzwoniła do Ciebie?
- Dzwoniła.. wszystko już wiem.. – Jude momentalnie stracił humor – Coś tak czułem, że to może się tak skończyć. Ten jej wyjazd i tak dalej… Obawiam się, co zastanę.
- Nie może być aż tak źle! W końcu… nie widzieliście się ponad tydzień… - Robert przypomniał sobie głos dziewczyny, zaledwie kilka godzin wcześniej. „Kogo ty chcesz oszukać!” – warknął w myślach – „Skoro jest w szpitalu to JEST źle”
- Oby. Bilet mam już zarezerwowany, wiec wystarczy mi się spakować… Ale póki co.. Trzeba wyzbyć się ponurych myśli – aktor wstał i skierował się do wyjścia – Idziesz na Squash’a?
- Ba! Prowadź, drogi Watsonie – zaśmiał się brunet idąc za przyjacielem w stronę samochodu.
Dwie godziny spędzone na Hali, w towarzystwie przyjaciela, spędzone na bardzo intensywnym treningu, poprawiły mężczyznom humory. Wychodząc z szatni, jeszcze mokrzy po wcześniejszych prysznicach, zaśmiewali się, niczym za dawnych czasów.
- Czyli co… Jutro?
- No jutro, jutro – Uśmiechnął się lekko niebieskooki – dasz sobie rade, czy mam zostać tu z Tobą, ocierać Twoje łzy? – spytał z przekąsem
- Mnie nie trzeba niańczyć, młokosie! – urwał widząc mine przyjaciela.
- Uważaj, bo Ci uwierze – Jude pokręcił głową i pomachał wysiadającemu przyjacielowi – jeszcze tylko kilka godzin, Kochanie.. wytrzymaj – szepnał, kierując te słowa za ocean do Maggie.
Lekarz zjawił się godzinę później, tłumacząc się obowiązkami.
- Chciałabym wyjść – zażądała spokojnie
- Droga Pani, szanuję Pani decyzję, ale wypuszczę Panią najwcześniej jutro popołudniu – odparł doktor Marks – I Proszę dać mi skończyć. Dopiero jutro, ponieważ, gdyby wyszła pani dzisiaj.. cóż.. po godzinie przywieźliby Panią tu z powrotem, a tak, będę mieć pewność, ze jest dobrze.
- No.. skoro tak – Maggie westchnęła ciężko – zgoda. Ale jutro chcę wyjść.
- To jesteśmy umówieni – Lekarz podpisał kartę, wiszącą na ramie jej łóżka, po czym skierował się do reszty pacjentów.
Szatynka zapatrzyła się w lipcowe słońce. „Powinnam to gdzieś zapisać. W Londynie pojawiło się w końcu słońce” – zaśmiała się w myślach. Ciepłe promienie zawitały w końcu do pokoju czarnookiej. Dziewczyna zamknęła oczy, myśląc o nadchodzących dniach. Jej wyrzuty sumienia związane z przyjazdem Jude’a, reakcja przyjaciół.
- Ciekawe jak bardzo dostanie mi się od rudej – mruknęła do siebie, otwierając zostawionego przez Nicka laptopa. Jak myślała, przyjaciółka odpisała dosyć ostro, jednak z każdym czytanym zdaniem na ustach szatynki pojawiał się coraz to szerszy uśmiech.
„Nie było tak źle”. Odpisała natychmiast.
Wiem, ze przesadziłam, dostałam już po uszach od Nicka, Harrego, dobrze, ze rodzice nic nie wiedzą, bo pewnie do tej listy dołączyłabym jęczenie Państwa Gold;) wychodzę jutro (na własne żądanie) i nie próbuj mnie nawet przekonywać, ze to zły pomysł, bo po prostu Ci się to nie uda. Nie mam zamiaru leżeć tutaj, skoro Mój Jude tu będzie. (swoją drogą zaczęłam się przyzwyczajać do tego określenia: MÓJ) ;P
Wyspałaś się?:) odpoczęłaś?:) informuj mnie co z tą Twoją pacjentką, jestem bardzo ciekawa, jak będzie przebiegać jej terapia, kiedy Ty wkroczysz do akcji;)
Nie dziwi mnie pożegnanie ze strony Roberta, jestem wręcz dumna z tego, ile włożył wysiłku w to wszystko;) bardzo się cieszę, ty już wiesz z czego;)
Wiesz, ze u mnie świeci słońce??:>
M.
Wyłączyła komputer i zamyśliła się. „To, co się dzieje miedzy Agatą a Robertem zaczyna nabierać jakiś realnych kształtów” – myślała – „musze ja wypytać o wszystko Jude’a jak przyleci.” Spojrzała na wyświetlacz telefonu i bez chwili zastanowienia napisała kilka ciepłych słów do ukochanego. Mimo, że nie widzieli się chwilkę, zdążyła się stęsknić za jego spojrzeniem, ciepłem, uśmiechem, dotykiem i pocałunkami.
Przez tyle czasu podświadomie czegoś szukała. Chciała zaznać stabilności i bezpieczeństwa przy kimś. Dominic.. cóż połączyło ich szalone uczucie, lubili swoje towarzystwo, jednak to było wszystko… Szatynka jeżdżąc za muzykiem nie czuła się swobodnie. Męczyła się. A teraz.. było zupełnie inaczej. Znalazł ją ktoś, kto był jej marzeniem jeszcze od czasów studiów. Chęć autografu, czy wspólnego zdjęcia to było wszystko, co dopuszczała do siebie. Rzeczywistość jednak czasem potrafi nieźle spłatać figla i tym sposobem Jude Law, tak ten sam Jude Law, którego plakat wisiał przez długi czas nad łóżkiem czarnookiej, jedzie do niej, bo kocha, bo się martwi. „Jeśli to nie jest jakiś cud, to ja już nie wiem jak to nazwać” – stwierdziła, uśmiechając Siudo siebie.
- Co się tak szczerzysz? – do Sali dziewczyny weszli jej współpracownicy.
- A tak jakoś.. sobie o kimś pomyślałam, co tam?
- Dostajesz najłatwiejsze przypadki, zarządzenie Harrego, więc się nie krzyw, pójdzie Ci z nimi raz-dwa – Ben mrugnał wesoło, siadając na łóżku dziewczyny
- No wiedziałam… - westchnęła Maggie, przeglądając przyniesione dokumenty – O! muzycy! – uniosła zdumiona brwi
- To już nasza propozycja..
- Chyba prośba, bracie – poprawił blondyna Brian – wiemy, że interesowałaś się muzyką poważną i jej oddziaływaniem..
- To się muzykoterapia nazywa – zaśmiała się szatynka – NO ale mów dalej – uspokoiła się nieco.
- No! Ojciec zginął w zamachu, zostawiając żonę i sześcioro synów. Każdy z nich gra na jakimś instrumencie.
- Dam rade, nie takie przypadki się miało! – jakimś dziwnym sposobem, dziewczyna była pewna swego.
Rozmowa z przyjaciółmi, późniejsze odwiedzimy Jamie, która zostawiła świeżo-upieczonego tatusia z córeczką jeszcze bardziej pozytywnie nastroiły Brytyjkę. Reszta dnia w towarzystwie przyjaciółki, spędzona na plotkach i innych opowieściach dziwnej treści uzmysłowiły Maggie, jakie wielkie ma szczeście, mając wokół siebie tak wspaniałych ludzi. Niczym się obejrzała a dzień się kończył, a już na sam koniec rozdzwonił się telefon czarnookiej.
- Cześć, skarbie!
- I jak się dzisiaj czuje moje Najukochańsze słoneczko? – Brytyjczyk był w wyśmienitym nastroju
- A lepiej, dziękuje. Była u mnie Jamie, odważna z niej kobieta, skoro zostawiła zszokowanego Nicka samego z dzieckiem – zaśmiała się – no a co u Ciebie? Spakowany? Już się nie mogę doczekac, aż tu będziesz, wiesz? – dodała ciszej, lekko się rumieniąc.
- Jeszcze chwilka, Kotku, jeszcze chwilka – mężczyzna bardziej mówił to do siebie, nić do ukochanej. Siedział w hotelu jak na szpilkach wyczekując odpowiedniej godziny – a potem.. będę mieć dla Ciebie propozycję nie do odrzucenia, wiesz?
- Ojjj już się boję – szatynka udała przerażenie – bardzo będzie mnie boleć?
- No.. jak się nie zgodzisz to bardzo, ale.. Dowiesz się wszystkiego, jak przylecę. Kocham Cię, wiesz?
- Wiem, wiem, już to kiedyś słyszałam
- I będziesz słyszeć coraz częściej – obiecał blondyn, uśmiechając się do siebie – a teraz Do spania i nie kłóć się ze mną. Do zobaczenia, Skarbie – Jude rozłączył się, po czym wziął gorący prysznic i położył się. Z poleconą, przez Roberta książką, nie zauważył kiedy na zewnątrz zrobiło się ciemno. Grubo po północy wyłączył lampkę i zamknął powieki.. Sen nadszedł szybko...
Rudowłosa obudziła się około południa, czując, że jeszcze nie do końca doszła do siebie po podróży. Spojrzała na laptopa leżącego koło łóżka i pierwsza myśl, jaka przyszła jej do głowy, brzmiała „Maggie!”. Zalogowała się na pocztę i odpisała przyjaciółce.
Mała!
Czułam, że dzieje się coś niedobrego, ale usprawiedliwiałam to sobie tym, że masz dużo pracy. Nie sądziłam, że będziesz aż taka nieodpowiedzialna, ze wylądujesz w szpitalu?! Jestem młodsza do cholery, a mam Ciebie, starą krowę, uczyć, że trzeba o siebie dbać? Nie samą pracą człowiek żyje! :-( Mam nadzieję, że Jude się Tobą zajmie i Cię trochę podtuczy ;-) I nie martw się nim, znając go, to coś wymyśli, żeby bez konsekwencji się do Ciebie wyrwać!
Jestem od kilkunastu godzin w Warszawie. Niedługo wybieram się do pracy, a potem wypadałoby się pokazać w domu, bo inaczej mama łeb mi urwie ;-) A pożegnanie… było całkiem normalne. Robert kazał mi sobie obiecać, że wrócę i że odezwę się od razu po lądowaniu, żeby się nie martwił. Rano zrobił mi śniadanie, a potem podrzucił na lotnisko. Starałam się przy nim nie wymięknąć, w końcu tak nie cierpię pożegnań…
Jesteśmy w kontakcie! (zrozumiano?! ;-))
LOVE!
A.
Po zamknięciu laptopa, Agata wzięła prysznic, zjadła śniadanie i po szybkim ogarnięciu się pojechała na Tarchomin, do poradni, w której pracowała. Zajęcia z małą Anią przebiegły dokładnie tak, jak sobie zaplanowała. Dziewczynka chętnie współpracowała i bez problemu przyjęła prośbę o ćwiczenie z innymi terapeutkami. Rudowłosa poczuła wewnętrzne spełnienie, złapała się na tym, że w Stanach brakowało jej trochę pracy logopedy. Oczywiście, opieka nad Extonem dawała jej dużo radości, ale nie mogła z nim wykorzystywać swoich zawodowych umiejętności. Poza tym chłopiec nie miał żadnych wad wymowy, a po zdolnym ojcu jego dykcja była rewelacyjna jak na pięciolatka.
Z poradni Agata udała się do centrum, odwiedzić mamę. Jak kochała amerykańskie jedzenie, tak dała sobie teraz rękę uciąć za domowy obiad. Już na klatce schodowej poczuła zapach zupy pomidorowej i pierogów.
- Cześć mamo! – krzyknęła, wchodząc do mieszkania.
- O matko, nareszcie! Dziecko moje wróciło! – mama dziewczyny wybiegła z kuchni i przytuliła córkę.
- Oj tam, przecież nie było mnie raptem kilka tygodni. Zaraz mnie udusisz z tej tęsknoty! – zaśmiała się dziewczyna.
- Och! No bo moja światowa córka siedzi w Stanach, a jej stara matka tutaj sama jak palec. Chodź do kuchni, zrobiłam twoją ukochaną pomidorową, jeszcze ciepła, ale nie za gorąca, jak lubisz. – uśmiechnęła się kobieta.
- Ty, stara? Oj mamuś! Przecież ty masz ledwo ponad 50 lat! Jesteś w kwiecie wieku! – rudowłosa ucałowała rodzicielkę w policzek, ale w sercu poczuła dziwne ukłucie. Jej słowa chyba wzbudziły w niej lekkie wyrzuty sumienia.
Rudowłosa cieszyła się jak dziecko z dań, które tak bardzo uwielbiała. Rozmawiała z mamą opowiadając jej o Nowym Jorku, o Arizonie, wyjazdach, odwiedzinach Maggie i jej związku z Judem, aż w końcu o Robercie i jego rodzinie.
- No, to do kiedy masz tam podpisaną umowę? – zapytała kobieta.
- Wiesz… nie mam określonej daty. Bo… ja tam chyba zostanę na dłużej. Dużo dłużej. – wymamrotała dziewczyna.
- I co, znowu zostawisz mnie tu samą? Na nie wiadomo ile…
- Mamo… Ale ja tam spełniam marzenia! – odpowiedziała Agata ze smutkiem w oczach – Zawsze marzyłam o Nowym Jorku, no i tam jestem. Chciałam więcej zarabiać, no i zarabiam!
- I jeszcze spróbuj mi wmówić, że Robert nie ma na twoją decyzję żadnego wpływu. – mama Polki spojrzała na nią ze znaczącym spojrzeniem.
- O rety, nooo… - twarz dziewczyny przybrała kolor jej włosów – Dobrze wiesz, od ilu lat on jest moim idolem. A teraz praca u niego, jak mogłabym z tego zrezygnować. Poza tym spójrz na Maggie, ona wzdychała do plakatów z Judem, a teraz jest jego dziewczyną.
- A ty chciałabyś być dziewczyną Roberta.
- Mamo, nie o to chodzi! – Agata próbowała zmienić temat, w końcu kochała faceta, który był prawie w wieku jej rodziców – U niego naprawdę dobrze zarabiam. A teraz? Ja tu wynajmuję mieszkanie, Tobie administracja coraz bardziej podnosi czynsz, to do niczego nie prowadzi. W Stanach mogę odłożyć tyle pieniędzy, żeby móc spokojnie kupić w Warszawie duże, dwupoziomowe mieszkanie. Wtedy Ty będziesz miała pół i ja pół.
- No może masz rację. – kobieta uśmiechnęła się – No ale, powiedz mi, jaki jest Robert? – zapytała zaciekawiona.
- Cudowny… z niego człowiek. Naprawdę sympatyczny i odpowiedzialny. Jest tak sławny, a nie gwiazdorzy ani trochę. No i kocha swoich synów całym sercem. – rudowłosa starała się nie zdradzić swoich uczuć wobec mężczyzny.
Popołudnie spędzone w domu dodało Agacie dużo energii, ale równocześnie napędziło do jej głowy sporo niepotrzebnych myśli. Poczuła tęsknotę za pracą, za domem, za rodziną, a równocześnie brakowało jej Roberta, Extona i wszystkiego, co zostawiła w NYC. Jeszcze kilkanaście godzin temu wszystko było dla niej jasne, a teraz czuła się niespokojna. Poszła na spacer w swoje ulubione miejsce na Starym Mieście. Usiadła na kamiennych schodkach i spojrzała w niebo. Słońce powoli zaczynało zachodzić, a powietrze było cały czas przyjemnie ciepłe. Warszawa potrafiła być czasami tak bardzo spokojna. Przemyślenia przerwał dziewczynie dźwięk przychodzącego smsa.
Małpo! Jesteś w Polsce i nawet się nie odezwałaś? Zbieram ekipę i widzimy się jutro w południe w Mandali! Jak dobrze, że do nas wróciłaś! :*
Marta
- Wróciłam, wróciłam… Na chwilę wróciłam do cholery. Nie ułatwiacie mi tego wszyscy. – wymamrotała do siebie rudowłosa.
Odpisała na wiadomość i powoli ruszyła w stronę metra. Rozglądała się po drodze, jak gdyby nie widziała swojego miasta od dawna, a przecież minęło raptem kilka tygodni. Pałac Kultury jak zwykle był pięknie oświetlony, nigdy nie przestawał jej się podobać. Od czasu Euro w 2012 roku wiele w Warszawie zmieniło się na plus, pojawili się nowi sponsorzy, zainteresowani rozwojem miasta. Zabytkowe budynki zostały odnowione, pojawiło się dużo nowych wieżowców, hoteli. Stolica Polski nie odbiegała standardem od innych stolic europejskich.
Po powrocie do domu, Agata wbiła się w swój ulubiony dres i tradycyjnie wzięła do rąk laptopa. Przeczytała wiadomość od Maggie i już miała na nią odpisać, kiedy zauważyła w skrzynce maila od Roberta. Otworzyła go, a jej oczom ukazało się zdjęcie Extona, który trzymał w rękach rysunek podpisany po polsku „dla Agaty”. Zrobiła sobie zdjęcie kamerką, jak wysyła w powietrze buziaka i odpisała, że bardzo mocno ściska malucha i dziękuje za piękny rysunek. Tradycyjnie postanowiła przesłać maila do Maggie.
PATRZ CO DOSTAŁAM! <3
O matko, co za cham ze mnie, ani cześć, ani siema na początku… shame on me! To dobrze, że Cie jutro wypuszczają, tylko masz o siebie dbać! Bo ja się wszystkiego od Jude’a dowiem ;-)
Wyspałam się, wypoczęłam i najadłam obiadkiem u mamy (masz od niej pozdrowienia!). Terapia poszła ok., mała Ania obiecała współpracować z innymi terapeutami, więc nie będę mieć w Stanach wyrzutów sumienia. Gorzej z mamą, nagadała mi, że ją samą tu zostawiam bla bla bla, moi przyjaciele też już do mnie wypisują, jak to fajnie, że wróciłam. Czy to naprawdę takie złe i wredne, że dobrze mi w Stanach? Help…
Zdrowiej mi tam! :-*
A.
Patrząc jeszcze przez chwilę na zdjęcie Extona, uśmiechnięta Agata otworzyła butelkę wina i wybrała film na wieczór. Padło na „Due date”, tęsknota za Robertem okazała się tak silna, że musiała wybrać coś z jego udziałem. Leżała na kanapie i patrzyła się na ekran telewizora, nie wierząc, jak zmieniło się jej życie w przeciągu ostatnich kilku tygodni. Czuła, że coraz bardziej szumi jej w głowie, a wina w butelce ubywało. Wyjęła z kieszeni telefon i napisała do bruneta.
Spędzam właśnie z Tobą wieczór, patrzysz na mnie z telewizora. ;-)
A.
Alkohol zadziałał bardzo szybko. Dziewczyna zasnęła z telefonem w dłoni, na kanapie, przy włączonym telewizorze, z którego dobiegał do niej ten znany, uwielbiany przez nią głos…
MAGGIE:
Obudziło ją ciche krzątanie pielęgniarki w jej sali. Wiedziała, ze ma jeszcze kilka godzin do pierwszej osoby, która kontrolnie wpadnie sprawdzić co się z nią dzieje, więc czym prędzej poprosiła o konsultację z lekarzem.Lekarz zjawił się godzinę później, tłumacząc się obowiązkami.
- Chciałabym wyjść – zażądała spokojnie
- Droga Pani, szanuję Pani decyzję, ale wypuszczę Panią najwcześniej jutro popołudniu – odparł doktor Marks – I Proszę dać mi skończyć. Dopiero jutro, ponieważ, gdyby wyszła pani dzisiaj.. cóż.. po godzinie przywieźliby Panią tu z powrotem, a tak, będę mieć pewność, ze jest dobrze.
- No.. skoro tak – Maggie westchnęła ciężko – zgoda. Ale jutro chcę wyjść.
- To jesteśmy umówieni – Lekarz podpisał kartę, wiszącą na ramie jej łóżka, po czym skierował się do reszty pacjentów.
Szatynka zapatrzyła się w lipcowe słońce. „Powinnam to gdzieś zapisać. W Londynie pojawiło się w końcu słońce” – zaśmiała się w myślach. Ciepłe promienie zawitały w końcu do pokoju czarnookiej. Dziewczyna zamknęła oczy, myśląc o nadchodzących dniach. Jej wyrzuty sumienia związane z przyjazdem Jude’a, reakcja przyjaciół.
- Ciekawe jak bardzo dostanie mi się od rudej – mruknęła do siebie, otwierając zostawionego przez Nicka laptopa. Jak myślała, przyjaciółka odpisała dosyć ostro, jednak z każdym czytanym zdaniem na ustach szatynki pojawiał się coraz to szerszy uśmiech.
„Nie było tak źle”. Odpisała natychmiast.
Wiem, ze przesadziłam, dostałam już po uszach od Nicka, Harrego, dobrze, ze rodzice nic nie wiedzą, bo pewnie do tej listy dołączyłabym jęczenie Państwa Gold;) wychodzę jutro (na własne żądanie) i nie próbuj mnie nawet przekonywać, ze to zły pomysł, bo po prostu Ci się to nie uda. Nie mam zamiaru leżeć tutaj, skoro Mój Jude tu będzie. (swoją drogą zaczęłam się przyzwyczajać do tego określenia: MÓJ) ;P
Wyspałaś się?:) odpoczęłaś?:) informuj mnie co z tą Twoją pacjentką, jestem bardzo ciekawa, jak będzie przebiegać jej terapia, kiedy Ty wkroczysz do akcji;)
Nie dziwi mnie pożegnanie ze strony Roberta, jestem wręcz dumna z tego, ile włożył wysiłku w to wszystko;) bardzo się cieszę, ty już wiesz z czego;)
Wiesz, ze u mnie świeci słońce??:>
M.
Wyłączyła komputer i zamyśliła się. „To, co się dzieje miedzy Agatą a Robertem zaczyna nabierać jakiś realnych kształtów” – myślała – „musze ja wypytać o wszystko Jude’a jak przyleci.” Spojrzała na wyświetlacz telefonu i bez chwili zastanowienia napisała kilka ciepłych słów do ukochanego. Mimo, że nie widzieli się chwilkę, zdążyła się stęsknić za jego spojrzeniem, ciepłem, uśmiechem, dotykiem i pocałunkami.
Przez tyle czasu podświadomie czegoś szukała. Chciała zaznać stabilności i bezpieczeństwa przy kimś. Dominic.. cóż połączyło ich szalone uczucie, lubili swoje towarzystwo, jednak to było wszystko… Szatynka jeżdżąc za muzykiem nie czuła się swobodnie. Męczyła się. A teraz.. było zupełnie inaczej. Znalazł ją ktoś, kto był jej marzeniem jeszcze od czasów studiów. Chęć autografu, czy wspólnego zdjęcia to było wszystko, co dopuszczała do siebie. Rzeczywistość jednak czasem potrafi nieźle spłatać figla i tym sposobem Jude Law, tak ten sam Jude Law, którego plakat wisiał przez długi czas nad łóżkiem czarnookiej, jedzie do niej, bo kocha, bo się martwi. „Jeśli to nie jest jakiś cud, to ja już nie wiem jak to nazwać” – stwierdziła, uśmiechając Siudo siebie.
- Co się tak szczerzysz? – do Sali dziewczyny weszli jej współpracownicy.
- A tak jakoś.. sobie o kimś pomyślałam, co tam?
- Dostajesz najłatwiejsze przypadki, zarządzenie Harrego, więc się nie krzyw, pójdzie Ci z nimi raz-dwa – Ben mrugnał wesoło, siadając na łóżku dziewczyny
- No wiedziałam… - westchnęła Maggie, przeglądając przyniesione dokumenty – O! muzycy! – uniosła zdumiona brwi
- To już nasza propozycja..
- Chyba prośba, bracie – poprawił blondyna Brian – wiemy, że interesowałaś się muzyką poważną i jej oddziaływaniem..
- To się muzykoterapia nazywa – zaśmiała się szatynka – NO ale mów dalej – uspokoiła się nieco.
- No! Ojciec zginął w zamachu, zostawiając żonę i sześcioro synów. Każdy z nich gra na jakimś instrumencie.
- Dam rade, nie takie przypadki się miało! – jakimś dziwnym sposobem, dziewczyna była pewna swego.
Rozmowa z przyjaciółmi, późniejsze odwiedzimy Jamie, która zostawiła świeżo-upieczonego tatusia z córeczką jeszcze bardziej pozytywnie nastroiły Brytyjkę. Reszta dnia w towarzystwie przyjaciółki, spędzona na plotkach i innych opowieściach dziwnej treści uzmysłowiły Maggie, jakie wielkie ma szczeście, mając wokół siebie tak wspaniałych ludzi. Niczym się obejrzała a dzień się kończył, a już na sam koniec rozdzwonił się telefon czarnookiej.
- Cześć, skarbie!
- I jak się dzisiaj czuje moje Najukochańsze słoneczko? – Brytyjczyk był w wyśmienitym nastroju
- A lepiej, dziękuje. Była u mnie Jamie, odważna z niej kobieta, skoro zostawiła zszokowanego Nicka samego z dzieckiem – zaśmiała się – no a co u Ciebie? Spakowany? Już się nie mogę doczekac, aż tu będziesz, wiesz? – dodała ciszej, lekko się rumieniąc.
- Jeszcze chwilka, Kotku, jeszcze chwilka – mężczyzna bardziej mówił to do siebie, nić do ukochanej. Siedział w hotelu jak na szpilkach wyczekując odpowiedniej godziny – a potem.. będę mieć dla Ciebie propozycję nie do odrzucenia, wiesz?
- Ojjj już się boję – szatynka udała przerażenie – bardzo będzie mnie boleć?
- No.. jak się nie zgodzisz to bardzo, ale.. Dowiesz się wszystkiego, jak przylecę. Kocham Cię, wiesz?
- Wiem, wiem, już to kiedyś słyszałam
- I będziesz słyszeć coraz częściej – obiecał blondyn, uśmiechając się do siebie – a teraz Do spania i nie kłóć się ze mną. Do zobaczenia, Skarbie – Jude rozłączył się, po czym wziął gorący prysznic i położył się. Z poleconą, przez Roberta książką, nie zauważył kiedy na zewnątrz zrobiło się ciemno. Grubo po północy wyłączył lampkę i zamknął powieki.. Sen nadszedł szybko...
AGATA:
Rudowłosa obudziła się około południa, czując, że jeszcze nie do końca doszła do siebie po podróży. Spojrzała na laptopa leżącego koło łóżka i pierwsza myśl, jaka przyszła jej do głowy, brzmiała „Maggie!”. Zalogowała się na pocztę i odpisała przyjaciółce.
Mała!
Czułam, że dzieje się coś niedobrego, ale usprawiedliwiałam to sobie tym, że masz dużo pracy. Nie sądziłam, że będziesz aż taka nieodpowiedzialna, ze wylądujesz w szpitalu?! Jestem młodsza do cholery, a mam Ciebie, starą krowę, uczyć, że trzeba o siebie dbać? Nie samą pracą człowiek żyje! :-( Mam nadzieję, że Jude się Tobą zajmie i Cię trochę podtuczy ;-) I nie martw się nim, znając go, to coś wymyśli, żeby bez konsekwencji się do Ciebie wyrwać!
Jestem od kilkunastu godzin w Warszawie. Niedługo wybieram się do pracy, a potem wypadałoby się pokazać w domu, bo inaczej mama łeb mi urwie ;-) A pożegnanie… było całkiem normalne. Robert kazał mi sobie obiecać, że wrócę i że odezwę się od razu po lądowaniu, żeby się nie martwił. Rano zrobił mi śniadanie, a potem podrzucił na lotnisko. Starałam się przy nim nie wymięknąć, w końcu tak nie cierpię pożegnań…
Jesteśmy w kontakcie! (zrozumiano?! ;-))
LOVE!
A.
Po zamknięciu laptopa, Agata wzięła prysznic, zjadła śniadanie i po szybkim ogarnięciu się pojechała na Tarchomin, do poradni, w której pracowała. Zajęcia z małą Anią przebiegły dokładnie tak, jak sobie zaplanowała. Dziewczynka chętnie współpracowała i bez problemu przyjęła prośbę o ćwiczenie z innymi terapeutkami. Rudowłosa poczuła wewnętrzne spełnienie, złapała się na tym, że w Stanach brakowało jej trochę pracy logopedy. Oczywiście, opieka nad Extonem dawała jej dużo radości, ale nie mogła z nim wykorzystywać swoich zawodowych umiejętności. Poza tym chłopiec nie miał żadnych wad wymowy, a po zdolnym ojcu jego dykcja była rewelacyjna jak na pięciolatka.
Z poradni Agata udała się do centrum, odwiedzić mamę. Jak kochała amerykańskie jedzenie, tak dała sobie teraz rękę uciąć za domowy obiad. Już na klatce schodowej poczuła zapach zupy pomidorowej i pierogów.
- Cześć mamo! – krzyknęła, wchodząc do mieszkania.
- O matko, nareszcie! Dziecko moje wróciło! – mama dziewczyny wybiegła z kuchni i przytuliła córkę.
- Oj tam, przecież nie było mnie raptem kilka tygodni. Zaraz mnie udusisz z tej tęsknoty! – zaśmiała się dziewczyna.
- Och! No bo moja światowa córka siedzi w Stanach, a jej stara matka tutaj sama jak palec. Chodź do kuchni, zrobiłam twoją ukochaną pomidorową, jeszcze ciepła, ale nie za gorąca, jak lubisz. – uśmiechnęła się kobieta.
- Ty, stara? Oj mamuś! Przecież ty masz ledwo ponad 50 lat! Jesteś w kwiecie wieku! – rudowłosa ucałowała rodzicielkę w policzek, ale w sercu poczuła dziwne ukłucie. Jej słowa chyba wzbudziły w niej lekkie wyrzuty sumienia.
Rudowłosa cieszyła się jak dziecko z dań, które tak bardzo uwielbiała. Rozmawiała z mamą opowiadając jej o Nowym Jorku, o Arizonie, wyjazdach, odwiedzinach Maggie i jej związku z Judem, aż w końcu o Robercie i jego rodzinie.
- No, to do kiedy masz tam podpisaną umowę? – zapytała kobieta.
- Wiesz… nie mam określonej daty. Bo… ja tam chyba zostanę na dłużej. Dużo dłużej. – wymamrotała dziewczyna.
- I co, znowu zostawisz mnie tu samą? Na nie wiadomo ile…
- Mamo… Ale ja tam spełniam marzenia! – odpowiedziała Agata ze smutkiem w oczach – Zawsze marzyłam o Nowym Jorku, no i tam jestem. Chciałam więcej zarabiać, no i zarabiam!
- I jeszcze spróbuj mi wmówić, że Robert nie ma na twoją decyzję żadnego wpływu. – mama Polki spojrzała na nią ze znaczącym spojrzeniem.
- O rety, nooo… - twarz dziewczyny przybrała kolor jej włosów – Dobrze wiesz, od ilu lat on jest moim idolem. A teraz praca u niego, jak mogłabym z tego zrezygnować. Poza tym spójrz na Maggie, ona wzdychała do plakatów z Judem, a teraz jest jego dziewczyną.
- A ty chciałabyś być dziewczyną Roberta.
- Mamo, nie o to chodzi! – Agata próbowała zmienić temat, w końcu kochała faceta, który był prawie w wieku jej rodziców – U niego naprawdę dobrze zarabiam. A teraz? Ja tu wynajmuję mieszkanie, Tobie administracja coraz bardziej podnosi czynsz, to do niczego nie prowadzi. W Stanach mogę odłożyć tyle pieniędzy, żeby móc spokojnie kupić w Warszawie duże, dwupoziomowe mieszkanie. Wtedy Ty będziesz miała pół i ja pół.
- No może masz rację. – kobieta uśmiechnęła się – No ale, powiedz mi, jaki jest Robert? – zapytała zaciekawiona.
- Cudowny… z niego człowiek. Naprawdę sympatyczny i odpowiedzialny. Jest tak sławny, a nie gwiazdorzy ani trochę. No i kocha swoich synów całym sercem. – rudowłosa starała się nie zdradzić swoich uczuć wobec mężczyzny.
Popołudnie spędzone w domu dodało Agacie dużo energii, ale równocześnie napędziło do jej głowy sporo niepotrzebnych myśli. Poczuła tęsknotę za pracą, za domem, za rodziną, a równocześnie brakowało jej Roberta, Extona i wszystkiego, co zostawiła w NYC. Jeszcze kilkanaście godzin temu wszystko było dla niej jasne, a teraz czuła się niespokojna. Poszła na spacer w swoje ulubione miejsce na Starym Mieście. Usiadła na kamiennych schodkach i spojrzała w niebo. Słońce powoli zaczynało zachodzić, a powietrze było cały czas przyjemnie ciepłe. Warszawa potrafiła być czasami tak bardzo spokojna. Przemyślenia przerwał dziewczynie dźwięk przychodzącego smsa.
Małpo! Jesteś w Polsce i nawet się nie odezwałaś? Zbieram ekipę i widzimy się jutro w południe w Mandali! Jak dobrze, że do nas wróciłaś! :*
Marta
- Wróciłam, wróciłam… Na chwilę wróciłam do cholery. Nie ułatwiacie mi tego wszyscy. – wymamrotała do siebie rudowłosa.
Odpisała na wiadomość i powoli ruszyła w stronę metra. Rozglądała się po drodze, jak gdyby nie widziała swojego miasta od dawna, a przecież minęło raptem kilka tygodni. Pałac Kultury jak zwykle był pięknie oświetlony, nigdy nie przestawał jej się podobać. Od czasu Euro w 2012 roku wiele w Warszawie zmieniło się na plus, pojawili się nowi sponsorzy, zainteresowani rozwojem miasta. Zabytkowe budynki zostały odnowione, pojawiło się dużo nowych wieżowców, hoteli. Stolica Polski nie odbiegała standardem od innych stolic europejskich.
Po powrocie do domu, Agata wbiła się w swój ulubiony dres i tradycyjnie wzięła do rąk laptopa. Przeczytała wiadomość od Maggie i już miała na nią odpisać, kiedy zauważyła w skrzynce maila od Roberta. Otworzyła go, a jej oczom ukazało się zdjęcie Extona, który trzymał w rękach rysunek podpisany po polsku „dla Agaty”. Zrobiła sobie zdjęcie kamerką, jak wysyła w powietrze buziaka i odpisała, że bardzo mocno ściska malucha i dziękuje za piękny rysunek. Tradycyjnie postanowiła przesłać maila do Maggie.
PATRZ CO DOSTAŁAM! <3
O matko, co za cham ze mnie, ani cześć, ani siema na początku… shame on me! To dobrze, że Cie jutro wypuszczają, tylko masz o siebie dbać! Bo ja się wszystkiego od Jude’a dowiem ;-)
Wyspałam się, wypoczęłam i najadłam obiadkiem u mamy (masz od niej pozdrowienia!). Terapia poszła ok., mała Ania obiecała współpracować z innymi terapeutami, więc nie będę mieć w Stanach wyrzutów sumienia. Gorzej z mamą, nagadała mi, że ją samą tu zostawiam bla bla bla, moi przyjaciele też już do mnie wypisują, jak to fajnie, że wróciłam. Czy to naprawdę takie złe i wredne, że dobrze mi w Stanach? Help…
Zdrowiej mi tam! :-*
A.
Patrząc jeszcze przez chwilę na zdjęcie Extona, uśmiechnięta Agata otworzyła butelkę wina i wybrała film na wieczór. Padło na „Due date”, tęsknota za Robertem okazała się tak silna, że musiała wybrać coś z jego udziałem. Leżała na kanapie i patrzyła się na ekran telewizora, nie wierząc, jak zmieniło się jej życie w przeciągu ostatnich kilku tygodni. Czuła, że coraz bardziej szumi jej w głowie, a wina w butelce ubywało. Wyjęła z kieszeni telefon i napisała do bruneta.
Spędzam właśnie z Tobą wieczór, patrzysz na mnie z telewizora. ;-)
A.
Alkohol zadziałał bardzo szybko. Dziewczyna zasnęła z telefonem w dłoni, na kanapie, przy włączonym telewizorze, z którego dobiegał do niej ten znany, uwielbiany przez nią głos…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz